michalmikolow
michalmikolow.blog.interia.pl
Notki
2009.11.17 21:20 poetycko ;)
Jest taki jeden, dość ciekawy ogród
Lepszy od innych, miejskich zagród
Gdzie czas i przestrzeń się w sobie zlewają
I chwile miło tam mijają
Zawsze najpiękniej, o każdej porze
Lato, zima jesień – wiosna tu! W kolorze
Który czasem się dziwnie zmieniał
Przez wieki jednak nie nigdy sczerniał
Niby kwiatki, stokrotki i bratki
Tu obsadzone różami są rabatki
Na schodzie słodko drzemie kotek
Który, mało kiedy, wchodzi na płotek
Są też i jabłka pomarańczowe w smaku
Błyszczą się jakby, były w laku
Czasem śpiew słychać, który nigdy nie gaśnie
Od lat nie mijającej melodii baśni
Choć ten obraz wydaje się bajkowy
To właśnie jest mój zagajnik czadowy
W który pomimo kolorów tęczy blasku
Błękit zawsze miał najwięcej oklasku
Inna to pieśń od pieśni pieśniowych
Pojedynczych nut, może kluczy wiolinowych
I czasem sobie zadaję pytania
W ogrodzie słucham natury odpowiadania
Gdzie, co i jak, kiedy, z kim, o czym mówić
Czy się śmiać, obgadać, a może lody zamówić
Powiedzieć o sobie coś czasem nie zaszkodzi
Zawsze można pomówić o mieście Łodzi
Czy w szklance wody będzie burza?
Na wczoraj-dziś, jutro się rozchmurza!
Czas tu baśniowy i życie baśniowe
Tu można dostać ciasto bakaliowe
Każdy wejść może, wszystkich się zaprasza
Tam gdzie woda światło rozprasza
Malując tęczę nieskończoną
Nie raz od marzeń przepełnioną
„Kto był to wie, kto będzie się dowie”
Słynne motto – to każdy powie
Co już byli: potwierdzą, mało zaprzeczą
Bo stali tuż za tą słynną tęczą
Gwiazda wieczorna już błyszczy na nieboskłonie
Wierszowi temu już mówię: „KONIEC”!



Hasło: „Mieć opis na gg może każdy, wymyślić dobry opis to sztuka.”

2009.10.15 22:16 rozpisałem się ;p
        Drugi rok w Gliwicach zaczął się szybkim skokiem w wir nauki. Indeks oddałem na dwa dni przed końcem sesji, co nie mogło obejść się bez komentarza. „Czasami sesja trwa cztery dni, czasami cztery miesiące.” – na początku żałowałem, że w czerwcu wszystkiego nie zdałem. Z techniki cyfrowej dostałem zaproszenie na wrzesień. Wiedziałem, że o miesiąc wakacje będą krótsze i to mi się wcale nie podobało. Teraz widzę, jak mocno się myliłem. Przecież przed laboratoriami zawsze są wejściówki, które trzeba zdać, a skoro się uczyłem do egzaminu nie muszę teraz siedzieć na danymi problemami bo jestem „na świeżo.”
        Przez wakacje się dużo zapomina i trzeba sobie w odpowiedni sposób przypomnieć co, jak, z czego i dlaczego. A wakacje miło mi minęły. Spanie do południa przez około 12 godzin, było czymś na co od roku nie mogłem sobie pozwolić. Przez pierwszy rok studiów bywało, że sypiałem średnio po pięć godzin na dzień, a zdarzało się znacznie mniej. Na początku wakacji moi przyjaciele zrobili mi ogromną niespodziankę na urodziny – mówiąc szczerze byłem ogromnie zaskoczony w bardzo pozytywny sposób. Lipiec upłynął pod znakiem leniuchowania. Możecie sobie wyobrazić, jakie piękne są chwile, gdy jest piękna pogoda, na nic się nie trzeba uczyć, z dala od telewizorów i telefonów komórkowych i marząc, żeby ktoś zatrzymał czas. Nadszedł sierpień. Gdzieś w połowie miesiąca zgadaliśmy się z kolegą Rajfusem, że jedziemy do biblioteki po książki, bo podczas roku akademickiego ciężko cokolwiek wypożyczyć. I nic w tym nie było by dziwnego czy zaskakującego, gdyby nie godzina wyprawy autobusem linii 33. „No to jedziemy tym o 6:59 w centrum” – w pierwszej chwili myślałem że to żart. Ale okazało że Rajfus mówił to na serio... Wtedy, od dłuższego czasu wstałem o 6:10 a tak budziłem się koło 10.00 :P Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie było wcale pusto! Myślałem, że oprócz portiera nie będzie nikogo. Ja narzekałem: „Największe kujony nie jadą w środku wakacji do biblioteki! Tym bardziej że o siódmej rano..” ale przynajmniej na biblioteczce leżą względnie nowe książki. Nadszedł wrzesień, który ciągle przypominał, że ostatni tydzień jest pod znakiem jazd do Gliwic. Można powiedzieć, że miałem dwa i pół dnia wakacji, ale za to jakich! Dobrze, że Mikołów sam w sobie już jest pięknym miastem, a biorąc pod uwagę nietuzinkowy klimat i ciągłą modernizację miasta zachowując klasyczny styl, można sprawić, że każdy kto miał okazję poznać początek trasy linii „Dyliżans” (41), chciał tu wrócić. Żeby zawsze wakacje rozpoczynały się w podobnym stylu!
        Za oknem co jest to każdy widzi. W lato koleżanka oceniła wynik mojej ciężkiej pracy w ogrodzie: „Alex, jakie Ty masz piękne róże!” a ja na to: „Dziękuję, ale wiem o tym, gdyż...”

Hasło: „...Do zaczarowanego ogrodu trafiają tylko najpiękniejsze kwiatki.”
2009.09.07 21:14
   Pewnego razu, podczas zajęć punktowanych z programowania (za poprawnie działający program w danym języku otrzymuje się punkty) mieliśmy skrzydlatego gościa... Okno na szóstym piętrze naszego wydziału było otwarte na oścież. W klasie było słychać pomruk dość szybkich uderzeń w klawiatury. Prawdopodobnie ten fakt zaciekawił pewnego gołębia, który przyleciał na parapet, a już po chwili zawadiacko spojrzał przez okno i dumnie wkroczył do sali. Siedziałem przy stanowisku najbliżej tego okna co pozwoliło mi na dokładną obserwację zdarzenia (wykorzystałem podzielność uwagi pisząc program). Gołąb opornie nie chciał odlecieć. Gdy odgoniony, wrócił po raz drugi, zmieniono sposób otwarcia okna i zostawiono odchył. Dwa tygodnie później sytuacja się powtórzyła ;)
   Najwięcej czasu zawsze zabiera przygotowanie sprawozdania z laboratorium. Nie raz siedziałem w weekendy po nocach, aby uzyskać sensowne i satysfakcjonujące wyniki pracy sekcji. Starałem się jak tylko mogłem i umiałem – pracowałem bowiem na ocenę moją i kolegi, z którym wspólnie pracowaliśmy. Robert zajmował się elektrotechniką, fizyka należała do mnie. Kiedyś w sobotę, na zegarze widziałem tylko trzy cyfry: 0:30, a jeszcze nie miałem przygotowanego sprawka, chyba miałem wtedy jakiś problem, co nie rzadko się zdarzało. Byłem śpiący jak mało kiedy. Ale pomyślałem sobie: „Kurcze Alex! Robert nie spał całą noc aby zrobić sprawko i namęczył się przy tym znacznie bardziej niż Ty. Jest dopiero w pół do pierwszej, a Ty już chcesz iść spać?!”. I to mnie zmobilizowało do działania. Wytężyłem swoje siły, jeszcze raz wszystko na spokojnie przemyślałem i policzyłem jak trzeba. Gdy tylko zapisałem poprawny wynik nacisnąłem czerwony klawisz od listwy zasilającej komputer i lampkę na biurku, po czym od razu przykleiłem się do poduszki. A treści laboratorium... Przez kilka tygodni miałem do czynienia z laserami, pryzmatami, pierwiastkami promieniotwórczymi (zapisaliśmy 700 pomiarów wtedy...), prądem potężnej cewki, sięgającym 7A (prawo Malusa i stała Verdeta – to był dopiero wyczyn!). Nigdy nie zapomnę dnia wpisu z laboratorium fizyki – gdy wyszedłem z mojego wydziału lało jak z cebra. Miałem na sobie tylko krótki rękaw, a trzeba było przejść około 100m na wydział GiG’u. Jeszcze przed wejściem do sali woda spływała ze mnie – byłem cały mokry. Ale ten wpis był tego wart!

W galerii umieściłem kilka fotografii z mojego ogrodu - http://galeria.interia.pl/galeria,g_id,96110 zapraszam!

Hasło: „Dobry wykres to podstawa!”
2009.08.09 21:26 dream on
„Marzenia nic nie kosztują.” – to prawda i każdy zgodziłby się z przytoczoną sentencją. Marzenia są ogólno dostępne, nikt nie wprowadził ograniczenia na ilość marzeń, czy czas podczas którego marzymy. Marzenie to najczęściej miła myśl, którą chcielibyśmy aby się spełniła w przyszłości. Marzenia wytyczają pewne cele w naszym życiu, kształtują bieg wydarzeń, pociągają za sobą nasze chęci i motywację do działania, które zmierza do uzyskania zamierzonego celu. Od najmłodszych lat człowiek, chcąc kształtować swoje przyszłe życie, zaczyna zastanawiać się nad tym co będzie w przyszłości robił. Każdy z nas pamięta kim chciał zostać, gdy dorośnie. Ja gdy byłem mały dzieckiem, chciałem zostać astronautą, aby latać w przestrzeni kosmicznej oraz odbyć podróż na Księżyc. W bezchmurną noc wychodziłem przed dom z lornetką i patrzyłem na rozgwieżdżone niebo (co mi do dziś zostało ;) ). Nauczyłem się nazw kilku gwiazdozbiorów jak i innych obiektów na nocnym niebie. Dzisiaj, gdy wracam do tych marzeń, wyobrażam sobie ludzi żyjących około 100 lat temu. Każdemu marzycielowi o podobnych marzeniach odbierano cień szansy na ich spełnienie, mówiąc, że to po prostu jest niewykonalne. Wiek XX, szczególnie prace nad bronią rakietową podczas II Wojny Światowej zaowocowały powstanie w latach 50-tych myśl, nad wysłaniem człowieka w kosmos. Gdy Prezydent Kennedy w 1959 roku powiedział, że za 10 lat po raz pierwszy w historii ludzkości, Amerykanin stanie na księżycu, inżynierowie w NASA byli w szoku. Nikt nie spodziewał się tego typu oświadczenia. Jednak po kilku dniach namysłu, stwierdzono że jest to wykonalne. Nikt jeszcze nie wysyłał człowieka tak daleko, nikt nie wiedział czy prawa fizyki są również takie same w kosmosie. Lecz po wielu latach pełnych ciągłej walki inżynierów, fizyków, lekarzy, astronautów, 20 lipca 1969 roku można było na całej ziemi usłyszeć słowa: „Orzeł jeden wylądował”, a już po chwili, gdy serce Neil’a Armstrong’a uderzało z częstotliwością 170 uderzeń na minutę (ze strachu, każdy by się bał i ze szczęścia, że doleciał), na całej kuli ziemskiej usłyszano, że „jest to mały krok dla człowieka, ale wieki dla ludzkości”. O takim wyczynie marzyli już w starożytności, marzyła ludzkość.... do 1969 roku, kiedy to marzenie się spełniło. To najlepszy dowód na to, że warto marzyć, bo: (patrz hasło)

Hasło: „Marzenia się spełniają.”
2009.07.08 19:19
„Człowiek – to brzmi dumnie” – z tą piękną sentencją spotkał się chyba każdy z nas. W tych kilku prostych słowach dostrzega się cechy człowieka. Co jednak, gdy spotykamy się w życiu codziennym z zachowaniami radykalnie przeczącymi godności osoby ludzkiej? Co się dzieje, gdy człowiek zapomina kim jest? Nie mogę zapomnieć widoku, kiedy kompletnie pijana kobieta, była wieziona na wózku ze złomem przez kolegów będących na rauszu w mniejszym stopniu. Gdy raz wracałem z Politechniki, widziałem jak mężczyzna w średnim wieku, pił piwo z roztrzaskanej butelki na chodniku. To są przykłady kompletnej ruiny człowieka. Kompletny brak szacunku wobec siebie samego i rodziny, brak jakiejkolwiek godności. To smutne, że człowiek sam na własne żądanie może stoczyć się do aż tak niskiego poziomu. Komuś mogło się w życiu nie udać z pracą więc zbiera złom – takie postępowanie jest pozytywne, ale czy po sprzedaniu kilkunastu kilo żelaza należy udać się do najbliższego sklepu aby kupić tani alkohol? Są miejsca w kraju, gdzie ponad połowa mieszkańców nie ma stałego zatrudnienia, ale nie należy się od razu poddawać. Pomijając już przedstawione powyżej dwa obrazy stoczenia się człowieka, należy pomyśleć o najbliższej rodzinie tych osób. Co może pomyśleć dziecko widząc kompletnie nietrzeźwego rodzica, co gorsza widząc obu nietrzeźwych rodziców... Każde dziecko czeka na powrót rodziców z pracy, chce podzielić się swoimi przeżyciami, nawiązać rozmowę, czy po prostu się wspólnie zabawić – jak to zwykle jest w normalnych rodzinach. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, co musi czuć dziecko, które witając wracającego do domy rodzica, słyszy pijany bełkot. Dzieci w tych rodzinach codziennie mają nadzieję, że może dziś będzie inaczej... Tak się dzieje do pewnego momentu, od którego zaczynają się ucieczki z domu, wypad na gigant, czy pójście w ślady rodziców z którymi się nie dało wytrzymać. Gdy kobieta i mężczyzna decydują się na założenie rodziny, przejmują pełną odpowiedzialność za swoje zachowanie, ważne decyzje podejmowane niekiedy każdego dnia, mają przekazać następnemu pokoleniu tradycję, kulturę, uczyć codziennego zachowania się jako człowieka, żyjącego w normalnym społeczeństwie. I w takim samym stopniu dzieci reagują na rozłam w rodzinie. Aktualnie coraz częściej słyszy się o rosnącej liczbie rozwodów. Tym bardziej szokuje fakt, iż rozwody w prawie cywilnym są udzielane nie po roku czy dwóch wspólnego bycia ze sobą, ale po dwudziestu do trzydziestu latach małżeństwa. Każdy normalny, myślący człowiek, powinien zastanowić się nad każdą swoją decyzją w życiu, czasami nawet na każdym krokiem, zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów, zawsze i ponad wszystko stawiać sobie rodziną przed sobą samym. Bo tylko normalna rodzina jest pewnym gwarantem szczęścia w życiu. A zdrowa, normalna i szczęśliwa rodzina jest podstawowym budulcem normalnego społeczeństwa.

Planuję cykl notek jak powyżej, jeśli kogoś zainteresowałem, zapraszam ponownie.

Hasło: „Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień!”
2009.06.12 15:36
Ile setek dni minęło od kiedy poznaliśmy się
W blasku neonowych lamp
W pomruku tysiąca głośnych
Lecz los wywiał nas na brzegi różnych światów dwóch
I choć minęło tyle lat to w pamięci wciąż się tli
Widok najpiękniejszych rosłych drzew
I strzelistych, stromych gór
Morza niespełnionych marzeń łez
Żalu co spędza sen
Że też los tak chciał
Myląc przeznaczenia drzwi
Wołając o najwspanialsze sny
Z zakątków gdzie czuć źródła smak
Dziś błękit nieba przypomina mi
Źrenic kolor, które raz za dużo widziały mnie...
Inny wieje już wiatr
Z nowych gór patrzę na Świat
Z polnych kwiatów motyle zbierają pył
Śpiewem skrzydeł chwytają dzień
I koszmarne rozpędzają sny
Oby los już nigdy nie pomylił się
Pamięć i rozum odbierając mi
Co było a co nie
Gdy imię pomyliło mi się
A więc jeszcze raz
Niech zabrzmi marzeń pieśń
Do wysokich, pięknych drzew
Niech dojdzie i ten śpiew...


Hasło: „System Eliminacji Studentów Jest Aktywny – skrót SESJA”.
2009.05.03 21:58
Od jutra kolejny sezon na matury! Już od kilku miesięcy spędza to słowo sen z powiek tych, którzy od jutra zaczną zmagać się z kilkoma białymi kartkami, zapisanymi czarnym drukiem. Na szczęście ja mam już to za sobą :D Jednak co roku temat będzie aktualny. Jest to teks szczególnie dla tych, którzy zaczynają pisać od jutra. Po pierwsze: nie ma się czego bać (jak się przynajmniej troszkę uczyło), bo strach ma wielkie oczy. Ja najbardziej obawiałem się języka polskiego. Niezbyt udawało mi się czytanie lektur, ale miałem takie szczęście, że akurat był temat z „Lalki”. 400 stron przeczytanej książki (2/3 całości) wystarczyło, aby napisać maturę na 70%. Zawsze polonistka nam powtarzała: „Może być „Lalka”, to radzę przeczytać”. Jak zobaczyłem, że na próbnej był tekst do opracowania z tej książki, zmartwiłem się. Jednak miałem to szczęście, że akurat wszystko poszło po mojej myśli. Nie przepadałem za 20leciem międzywojennym, nie każda pozycja podobała mi się z Młodej Polski – tych lektur nie czytałem. Dla mnie przemawiały bardziej wcześniejsze epoki: Romantyzm, Oświecenie, Pozytywizm (ten już nie cały). Do dziś pamiętam niektóre fragmenty „Fausta”, „Dziadów”, itd. Najlepsze było to że tekst czytania ze zrozumieniem był o blogach – kolega Rajfus przed maturą mówił: „Alex, a co jak będzie analiza wiersza z Twojego bloga?”. I gdyby komisja wpadła na takowy pomysł śmiałbym sądzić, że naprawdę można się spodziewać wszystkiego. Pisząc maturę z polskiego, szczególnie podczas wypracowania z „Lalki”, zdarzało mi się myśleć o sensie całej książki, o tym że nie zawsze spełni się każde marzenie, nawet chodź byśmy jak Wokulski, cały Świat postawili do góry nogami. I przypominały mi się „obrazy dni wesołych”, wtedy myślałem: „Teraz to ten moment, na który składają się przygody z trzech lat. Niektóre losy mogły się potoczyć inaczej, no ale na to już wpływu nie mamy. Pomimo niepowodzeń wiedziałem, że może (heh... też że mogło) być inaczej, i choć takiemu Wokulskiemu się nie udało, to czemu mi miało by się nie udać?! Z jakie racji?! Potem był angielski, którzy przeszedł bez większych incydentów. Gdy na kilka dni po dwóch pisemnych egzaminach z języków, otworzyłem „Tymbarka” pod którym był napis: „Reszta to pikuś”, dopowiedziałem sobie: „Oby!” Po egzaminie z matematyki spotkałem matematyczkę wraz z grupą moich kumpli z klasy i gdy powiedziałem swoją na temat tego egzaminu z matmy usłyszałem: „Poczekamy do wyników”. To mnie troszkę zbulwersowało, ale już we wrześniu matematyczka zrehabilitowała się hasłem: „Słyszałam Michale, słyszałam!” mówiąc to zanim mogłem wypowiedzieć choć słowo!

Dla Was maturzyści! Jutro pisać spokojnie i powoli, ja będę trzymał kciuki. Pomyśleć sobie o czymś przyjemnym i nie stresować się – wiem mi lekko mówić, ale każdy to przejść musi. Radzę pomyśleć sobie o tym, co się najbardziej nie udało i powiedzieć sobie: „Na pewno nie tym razem!”

 
Hasło: „Dobra motywacja, dobrym motorem do działania.”
2009.04.12 15:22
Niech w święto radosne Paschalnej Ofiary
składają jej wierni uwielbień swych dary.
Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.

Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy,
choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy.
Maryjo, Ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

Żywego już Pana widziałam grób pusty
i świadków anielskich, i odzież, i chusty.
Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy,
o Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy.



To właśnie dziś przypada najważniejsze Święto w roku liturgicznym – Zmartwychwstanie. Po uroczystym śniadaniu, spotykamy się na Mszy Świętej podczas której, przed Ewangelią, odśpiewana jest powyższa Aklamacja, która w skrócie przypomina nam o istocie dzisiejszego Święta. Podczas Wielkiego Postu każdy z nas miał okazję, aby zastanowić się nad swoim życiem, nad ludźmi, przez chwilę pomyśleć o otaczającym Świecie. Ale czy każdy skorzystał z tej możliwości? Ile razy żalimy się na innych, denerwuje nas zachowanie innego człowieka? Ale czy wtedy pomyśleliśmy o sobie? Jakie jest moje zachowanie względem drugiego człowieka, czy może komuś nie sprawia to przykrości, czy zawsze jestem świadom konsekwencji swoich czynów? Gdy będzie się dobrym dla ludzi, Świat stanie się piękniejszym. Czasami, patrząc na piękno życia, na bujną przyrodę, na dobrych ludzi, myslę sobie: „Po co niszczyć tak piękny Świat? Dlaczego inni nie potrafią tego poszanować?”. Kilka dni temu spotkałem człowieka, który skarżył się, że od stycznia jego pracodawca nie wypłacił mu należytych pieniędzy za wykonaną pracę – czy tak postępuje CZŁOWIEK? Takich i innych przykładów można by tu przytoczyć setki. Co przyjdzie z dóbr materialnych aktualnego Świata po śmierci? Przecież nikt nic ze sobą nie zabrał na tamten świat. Więc skoro można inaczej postępować w tej ziemskiej wędrówce to warto się zastanowić nad swoim życiem. Spróbować zmieniać Świat ku dobremu. Spróbować być po prosty dobrym CZŁOWIEKIEM! Sam wiem jakie to trudne, ale warto żyć w pokoju z Bogiem i ludźmi.

Hasło: „Wesołego Alleluja!”
2009.03.12 21:58
I znów naszła mnie chęć napisania kilku słów. Pewnego razu, wychodząc z księgarni na Mikołowskim Rynku, zobaczyłem (zamieszczony obok) pejzaż – dom z połową dachu, z chmurami prześwitującymi od zdemontowanej połowy. Chciałbym, abyście zwrócili uwagę na kolory wypełniając niebo – biel, lazurowy błękit, który kojarzy się z przejrzystym oceanem, niebieski standardowy oraz kolory ciemne. Istna kompozycja barw! Gdybyśmy chcieli znaleźć możliwość interpretacji zamieszczonego obok zdjęcia, na pewno nie skończyłoby się na jednym pomyśle. Każdy odnalazłby coś, co typowo pasowałoby do indywidualnych preferencji. To już zostawiam Czytelnikowi. I ja mam swoją interpretację – dziwnym zbiegiem okoliczności, większość przygód opiera się o tą okolicę. Bywało różnie - jak to w życiu – zwyczajna „sinusoida sukcesów przeplatanych niepowodzeniami”. Po wyprostowaniu wykresu, kształtuje się linia prosta uplasowana na pewnym, indywidualnie określanym poziomie. Wszystko byłoby proste i dziś nie mielibyśmy się nad czym zastanawiać, gdyby nie różnorodność w określaniu tego poziomu, jego charakterystyki, współrzędnych odniesienia i innych czynników. Np. skupiając uwagę na ciemnych chmurach, można wcale nie zauważyć piękna kawałka błękitu, który rozjaśnia znaczny obszar, nadając piękno całej fotografii. W naszym życiu jest dokładnie tak samo. Dlaczego większość skupia się na szarej stronie życia, a przecież jest tyle piękna wokół nas. I nigdy nie wiadomo, kiedy na nowo będzie się można o tym przekonać i utwierdzić, że słowa padające w utworze „What a wonderful world” Louisa Armstronga znajdują odzwierciedlenie na Rynku w Mikołowie, a nawet w autobusie linii 33 ;), czy mecze tenisa stołowego, rozgrywane z wiadomym wynikiem końcowym. Trzeba dostrzegać piękno życia w każdej najmniejszej chwili. I czasem chciało by się powiedzieć: „Mogło być inaczej...”, iść czasem pół minuty później lub dwie wcześniej, to jednak co to zmieni? „Nie zatrzymasz biegu fal, nic skargi nie pomogą, daremne żale, próżny trud – Świat pójdzie swoją drogą!”. Zostaje tylko starać się, aby poziom po zsumowaniu „sinusoidy sukcesów i niepowodzeń” był zadowalający!

ps. Co do hasła... Rajfus sugeruję unikać polemizowania z hasłem notki ;P

Hasło: „Nawet w środku zimy czasem bywa wiosna.”

2009.02.20 20:32 chyba się rozpisałem... ;)
Przez ostatni tydzień, po przyjechaniu z uczelni, musiałem pozbywać się śniegu, który napadał przez wcześniejszą noc. I tak w kółko, dzień w dzień. Gdybym powiedział sobie: „Czy to ma sens odgarniać, skoro i tak znów napada i cała praca pójdzie na marne?” to prawdopodobnie rzuciłbym łopatą w kąt, poszedłbym dołożyć węgla do pieca, po czym zamelinowałbym się w ciepłym pokoju. Jednak tak nie uczyniłem, b zdawałem sobie wprawę z konsekwencji – gdybym nie odśnieżał, ciągle przybywało by białego puchu, który stałby się bardzo uciążliwy gdy zalega w ogromnych ilościach na ganku, czy wjeździe na plac. Codziennie pracując z łopatą w ręku odrzucałem tylko 5 cm warstwę śniegu, prawie się przy tym nie męcząc. Lepiej odrzucić 5cm niż 30 cm lub więcej. Gdy teraz spoglądam za okno i widzę że po odśnieżaniu przed kilku godzin nie ma efektu to jednak wiem, że ta praca nie poszła na marne – czyli ma to sens! „A jednak!” – można by powiedzieć. Tak jak w codziennym życiu. Czasem nie zdajemy sobie sprawę z tego co robimy. Najmniejsze decyzje mają czasem kolosalne znaczenie. I tu otwiera się dość dłuższy wywód na temat subkultury, która zaczyna być popularna – niestety. Mam na myśli prąd EMO – ludzi, którzy nie widzą sensu w żadnym swoim działaniu (gdyż do tego się sprowadzają główne założenia tego światowego poglądu). To chyba największa bzdura jaką słyszałem do tej pory. Ja, jako normalny człowiek, myślący logicznie i nie sprzeczający się, bez wnikliwej analizy danego tematu, z danym zagadnieniem mogę wywnioskować, że ludzie, którzy uważają się za EMO kumulują wszystkie swe słabości pod przykrywką kilku gadżetów, innego stylu ubierania się, oraz np. słuchanej muzyki. Nikt z nas w życiu nie ma lekko, no może jacyś królowie, albo coś w ten deseń. Każdy z nas ma swoje słabości, problemy, ale w przeciwieństwie do powyższej subkultury, staramy się walczyć z przeciwnościami losu. Niektórym się to udaje, w różnym stopniu powodzenia z przedziału od 0% do 100%. Nigdy nie można się poddawać. A tym bardziej nawet spróbować pomyśleć że nie ma sensu na dowolnej płaszczyźnie dowolnego zagadnienia. Sensu możemy nie doszukać się jedynie w opisie przygody mitycznego bohatera Syzyfa i jego wysiłków z kamieniem. Jednakże można by się sprzeczać, możemy tutaj polemizować na ten temat, ale zostawmy to filozofom, małym lub dużym, aby nad czymś mogli pomyśleć. Tym, którzy lubią takie emo’wskie klimaty polecam inaczej spojrzeć na świat – przejść się po lesistych zboczach polskich gór, poczuć jaką woń niesie wiatr halny, wtopić wzrok w bałwany morskich fal nad brzegiem Bałtyku, przejść się ze znajomymi na spacer lub po prostu uśmiechnąć się i zrozumieć, że to jednak ma sens. Bo naprawdę nie wolno tak myśleć – ludzie na Ziemi, w XXI wieku, umierają choćby z powodu braku wody. BRAKU WODY! Wody której my mamy pod dostatkiem. Tu się można załamać. A Ci ludzie walczą i nawet w takiej sytuacji potrafią cieszyć się z każdego dnia. Dnia spędzonego na planecie, gdzie zawsze można odnaleźć sens.


Hasło: „Z drugiej strony tych snów wszystko lepszy ma smak!”
2009.02.02 19:27 3 Urodziny bloga
Dokładnie dziś, trzy lata temu, zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. W ciągu tego czasu powstały 292 wpisy ukazujące różne przygody mojego życia, przemyślenia, bądź własną twórczość. Mówiąc szczerze na początku nie byłem przekonany do pisania bloga, myślałem że to nie jest zajęcia dla mnie. Lecz po pewnym czasie zacząłem dostrzegać pozytywne strony dodawania coraz to nowych tekstów. Człowiek nie zapamięta wszystkich zdarzeń, szczególnie tych błahych, które w danym dniu były godne uwagi. W przypadku bloga można poprzeglądać archiwum – i mogę Wam, moim Drodzy czytelnicy, zapewnić że można siebie samego zaskoczyć – inne spojrzenie na dane sprawy po kilku latach. Powspominać dawne przeżycia, pośmiać się z żartobliwych tekstów o których się już nie raz zapomniało. Wszystko to tworzy istną historię. Zdarzało się że codziennie wrzucałem coś nowego, lecz doszedłem do wniosku że lepiej napisać coś do porządku a nie na siłę wymyślać temat. To jednak było powodem refleksji, która niedawno mi się nasunęła. Jakby zamieścić na blogu niektóre historie z dnia codziennego? Jak użyć odpowiednich słów do ich opisania, aby zachować rąbek tajemnicy dla siebie, nutkę niedopowiedzenia dla Czytelnika, a jednocześnie zaskoczyć stylem i formą pisanych przez siebie bazgrołów?! To jest sztuka! I wcale nie jest to łatwe. Zachęcam innych blogowiczów do zmierzenia się z tym zagadnieniem i spróbować stworzyć istny dziennik, choćby tylko przez np. dwa miesiące.

Gdy ja wertuję archiwum swojego bloga to najbardziej cieszą mnie Wasze komentarze. To one dopełniają notkę, uzupełniając danymi spostrzeżeniami, co tworzy kapitalną całość – dlatego blog powinno się czytać wraz z Waszymi komentarzami. Dziękuję Wam za kolejny wspólny rok. Oby nam się zawsze mile współpracowało!!

Hasło: „Niech mu latka płyną wolno jak Wisła do Gdańska!”
2009.01.30 19:25
Dwa tygodnie temu... Zyskałem ostatni wpis na karcie zaliczeń i w indeksie, który był do zdobycia w ubiegłym semestrze. Pomyślałem sobie: „Dzięki Bogu!” Patrzę na zegarek – za dziesięć minut zamykają dziekanat a ja chcę mieć już wolne. Więc biegiem na mój wydział, gdyż całość działa się na wydziale „Górniczym”. Ale zdążyłem! Potem jeszcze jazda nieprzewidywalnym 41 i mogłem się oddać słodkiemu lenistwu, na które to sobie zasłużyłem. Przede mną jeszcze ponad dwa tygodnie wolnego, odpoczynku od patrzenia na godziny odjazdów, bieganiny, problemów typu: „Która winda zjedzie pierwsza? A może opłaca się iść na inny blok z windami?” – jak już wspominałem mój wydział ma dziewięć pięter, więc bez wind by było ciężko ;P Teraz więcej czasu poświęcam akwarium – staram utrzymać się jak najlepsze warunki biologiczne. Muszę przyznać że coraz lepiej mi to wychodzi – od pół roku nie spotkałem się z problemem sinicy, mętnej wody, przenawożenia zbiornika, czy niespodziewanie wysokiego pH (przez swoją nieostrożność raz miałem około 7,6 – teraz prawdopodobnie poziom pH utrzymuje się na poziomie 6,4 czyli tak jak powinno być). Wszystko było by piękne i wspaniałe, gdyby nie krasnorosty. Mam nadzieję że środki, które zastosowałem, zwalczą ten problem w przeciągu dwóch tygodni. Wiem jaki błąd popełniłem – z powodu nieszczelności drożdżowni oraz mojego braku zapału do zaklejenia znikomego wręcz otworu, fotosynteza znacznie spadła, co było powodem zwiększenia się substancji w zbiorniku i dlatego pojawiły się krasnorosty. A to wszystko przez lenistwo. A lenistwo to brak motywacji i pętla się zamyka. Jednak gdy zobaczyłem wystawowe zbiorniki akwarystyczne od razu przeszło mi lenistwo i zabrałem się do czynnej walki z tym kłopotem. Piękne akwarium w pokoju zawsze będzie oazą spokoju dla oka. Każdy, kto miał możliwość styczności z dobrze skomponowanym zbiornikiem dobrze wie, jakie kojąca działanie ma takie cudeńko. Może kiedyś wrzucę tu moje zdjęcia świata zza szkła

Hasło: „Najgorzej jest gdy student nie wie, a zapomni.”
2009.01.19 21:02
Gdzieś pośród chmur
Zamek niezwyciężony jest
Mieszka w nim smok
Strzegący ksiąg pisanych co dnia
Historie w nich są, rozdziałów nie brak
Los pióro ma i pisze w nich wciąż
Wśród wersów tych, ja napisałem ślad
Który do dziś tam w nich trwa
Lecz gdzie jest fraza ta?
Los zagubił ją...
Zmarnował dzień inny od dnia
Choć to tylko był sen
To jednak mógł zdarzyć się w dzień
Gdyby nie jedna z chwil innych snów
Gdy ja sam zapomniałem o zdaniu tym
Które kiedyś, gdy smok spał, zapiłem je
W księgę marzeń
Los widać tak chciał że zgubiłem treść
Słów sensu w nich
Pewien blask oślepił mnie
I nikt nie chciał obudzić mnie
To nie był sen!
Dlaczego? Pytam się!
Może miało tak być
A tak chciałem a tym statku być
Chociaż raz poczuć morski wiatr
Z gniazda widzieć cały Świąt
I gdyby nie to
Że promieni blask
Zrzucił mnie z burt
Nie popłynąłem wraz
Czasem zawijam jeszcze w ten niezapomniany port
Gdy coś mi się uda
Wtedy myślę o tym
Co by było gdybym na ten statek wsiadł
Że to nie koniec walki
I snów o treści z księgi wśród chmur.

Hasło: „Czasem warto wyjść przystanek bliżej, po raz kolejny, co prawda, ale warto.”
2008.12.31 15:17 Szczęśliwego Nowego 2009 Roku!!
Rok 2008 z każdą chwilą coraz bardziej zapisuje się do historii. Dziś, w ostatni dzień roku kalendarzowego, możemy przez chwilę przypomnieć sobie jaki był rok 2008...

Gdybym miał zrobić swoistą listę ciekawych wydarzeń, które nieuchronnie mają miejsce w okolicach 18/19 lat, oraz każdego licealisty, zacząłbym chronologicznie: studniówki, zgłoszenie się na „wstawkę do woja” , ukończenie liceum, pomyślne zdanie matury, rozpoczęcie procesu rekrutacji na studia, przyjęcie na studia, immatrykulacja roku akademickiego, zdanie egzaminu na prawo jazdy, itd. Tak jak matura poszła mi dość dobrze, tak o „prawko” trzeba było powalczyć, gdyż egzamin miałem naprawdę trudny. Jednak przez te 40(?) minut jazdy udało mi się uchronić przed popełnieniem rażących błędów. Delikatne pomyłki się zdarzały, ale nie wpłynęły one, całe szczęście, na wynik egzaminu. Wynik egzaminu maturalnego był dla mnie miłą niespodzianką. Tak jak w sporcie, zawodnicy przygotują się przez cały sezon na czasami jeden jedyny bieg na olimpiadzie, który musi udowodnić, że włożony trud w treningach okazał się owocny. To nie sztuka wygrywać wszystkie meeting’i w sezonie, ale sztuką jest wygrać w tych najważniejszych zawodach. Niestety historia jest okrutnie niesprawiedliwa i szybko zapomina o tych, którym nie udało się wygrać złota na olimpiadzie, a wygrywali co tylko można było w sezonie. Tak jest również z życiem. W letnie wakacje spotkałem nauczycielkę geografii, która oznajmiła: „Tak radosne wieści szybko rozchodzą się po szkole” – to prawda. W tym mieście nie da się niczego ukryć ;) Zawsze jest jednak druga strona medalu – mając w rękach dopiero co odebrane świadectwo maturalne przechodziłem sobie koło sali nr.9 – to właśnie tam, kiedyś na korytarzu, przekonałem się że mam dobry wzrok, że bez okularów można widzieć czasem nawet lepiej. Choć i tak wszystko potoczyło się inaczej to jednak wiem, że na drugi raz, gdyby był choć cień nadziei na to że uda mi się osiągnąć nieuchwytny cel, to jednak spróbuję. Gdyby.... Gdyby babcia miała wąsy to by była dziadkiem! Czasu cofnąć się nie da, bo nie ma wehikułu czasu ani efektu motyla, i to co już się spartoliło odchodzi wraz z kończącym się rokiem. Dla mnie ten rok był rokiem udanym – mam nadzieję że dla Was również.

Życzę tego sobie i Wam, aby starać się już nie zmarnować szans jakie otrzymamy od losu w nowym roku. Wytrwałości, potwornego uporu w dążeniu do celu, nawet jeżeli cel jest na samym szczycie najwyższej góry... szczycie marzeń. Sir Edmund Hillary jako pierwszy zdobył Mont Everest (niestety Sir Hillary odszedł w tym roku). Czy ten człowiek choć przez chwilę wątpił w to że mu się nie uda? Nawet jeśli tak, to jednak osiągnął swój cel. Czasem wystarczy tylko jedno: nie poddać się!

Hasło: „Taki dzień zdarza się raz do roku!”
2008.12.24 13:44
Dziś Wigilia Bożego Narodzenia. W ten szczególny dzień wieczorem zasiadamy do Wigilijnej wieczerzy z całą rodziną. Atmosferę tych wyjątkowych Świąt odczuwa się na każdym kroku. Pozdrawiamy znajomych, składamy życzenia. Za oknem brakuje tylko iście zimowej scenerii – wszędzie biało, mróz maluje przepiękne wzory na oknach, światło z udekorowanej choinki przed domem odbija się od śniegu, który załamując kolorowy blask, tworzy wrażenie ogromnej świecącej szklanej bombki. Śniegu niestety nie ma, ale reszta jest w należytym porządku. Święta na tym nie ucierpią, gdyż w ich istocie nie tkwi zewnętrzna oprawa, ale to co one oznaczają. Nie ważne jest to czy za oknem jest ładnie, czy dom jest wysprzątany, czy dostaniemy super prezent pod choinkę. Liczy się pamięć o Narodzeniu Jezusa bo ten fakt jest istotą tych Świąt. Po co stroić choinkę, siadać do Wigilijnego stołu, składać sobie życzenia, przystrajać swój dom, sroko to co jest w tych Świętach najważniejsze czasem jest zapominane. A bez Boga Święta nie mają najmniejszego sensu. Niech Ci, którzy zapomnieli o istocie tego pięknego czasu w roku, przypomną sobie o tym co w tych Świętach najważniejsze.

Wam, moi Drodzy Czytelnicy, życzę aby ten czas zawsze przypominał o tym co najważniejsze w te Święta, aby zawsze być w rodzinnym gronie, powodów do uśmiechu na każdy dzień życia. Marzeń o których spełnienie warto walczyć, nadziei bez której życie traci sens.
Wesołych Świąt!

Hasło: „Niech będzie między nami zgoda, a wtedy Pan Bóg nam rękę poda.”
2008.12.16 16:37
Jutro mija tydzień od kiermaszu świątecznego w dawnej szkole, na którym to nie mogło mnie zabraknąć. Jak chodziłem do liceum nigdy mnie na takich imprezach nie było, kto by chciał iść tam aby się pokazać żeby mieć z tego korzyści u nauczycieli że „się było.” Teraz poszedłem bo chciałem ;D Po powitaniach ze znajomymi, którzy również byli, zaczęliśmy opowiadać sobie ciekawe, bardziej lub mniej, przygody, nie ukrywam że moje opowieści dotyczyły pewnego dokumentu, który każdy mógł sobie zobaczyć – chodzi oczywiście o prawo jazdy. Teraz, przechodząc po korytarzach uczelni, brakuje mi poziomu pewnego współczynnika, który to właśnie w Miarce oscylował na progu 0,5...
Rzadko zdarzają się takie dni jak dziś. Autobus linii 41 jechał prawie godzinę. Wspominana linia przynosi zawsze trzęsące skojarzenia. Np. W ubiegłym tygodniu napotkałem koleżanką z liceum:
-„Czemu ten autobus tak wolno jedzie... Znów nie zdążę na przesiadkę”
W tym momencie autobus zaczął przyspieszać. Gdy na oko przekroczyliśmy prędkość 40 km/h cały środek trząsł się jak galareta.
-„Wiesz Basia.... nie wiem czy ten pomysł był taki dobry... Dopóki jedziemy to jest ok., ale co będzie jak się rozpadnie?”
No i wyszło na to że lepiej poruszać się żółwim tempem a w ogóle się poruszać. Jak się spóźnia 41, nigdy nie pogardzę (chyba że nie mam biletu) jazdą 33 – tylko tam gorzej jest o miejsce, aczkolwiek i to można czasem wywalczyć. Linia 33 ma nowe autobusy, choć i te się psują, ale przynajmniej w środku nic nie trzęsie, nie cieknie z dachu, kiedy pada, a szybkość jazdy przekracza czasem 100 km/h (to nie żarty)! I w domu jest się zawsze szybciej. A tam ciepły obiad itd. itp.

Hasło: „Czasem jest wesoło, choć na nodze kot mo bolok.”
2008.12.05 20:36 poetycko (od środy Szofer) ;D
Tam, gdzieś na dole, na mojej ulicy
Na elewacji pewnego domku
Jest napisana sentencja właściwa
Na żółtym tle widnieje znamy napis
Który określa czego możesz się spodziewać
Latarnie zawsze tu świecą do rana
Wysokie krawężniki całodobowe
I gwiazdy jaśniejsze niż gdziekolwiek
Na ziemi wielkiej od Azot do nazot
I chodź nie wierzysz będąc tu przelotem
Nawet śpiąc pod tym zgniłym płotem
Że chodź są piękniejsze lądy na Świecie
Że są i góry bardziej strome
Może gdzieś słowiki dźwięczniej witają poranek
I gdzieś ładniejszy jest zaścianek
To jednak jest gdzieś i inny napis nie napisany
Na mej ulicy zawsze aktualny
I kto tu dłużej posiedział za niewinność
Widząc właśnie te skromne miejsca
Gdzie nie na gwiazd jaśniejszych na Świecie
Gdzie ludzie witają się zawsze uśmiechem
Chodź czasem kłótnie się zdarzają
Lecz tu jest pięknie
A z dnia na dzień ładniej
I tu wszystko samo przez się pięknieje
Lecz są w mym mieście maści innej barwy
Dziwne wspomnienia, puste marzenia,
Telefonów numery dziś zapomniane
Może już dawno wykasowane
Lecz chodnik pamięta, chodź mówi niewiele
Asfalt też coś widział, lecz co dzień po nim się jeździ
Nowy Szofer – to od środy jest heca!
********
„skoro Ty masz do tego uprawnienia to ja się stąd wyprowadzam”
Strach!!!!
Uwaga! Leci!!
I....
Padł – tuż obok cienia.
„nasza sprawa wymaga poświęceń... ale są granice.”
*******

Hasło: „Cytaty to kawałki dzieł wielkich.”
2008.11.18 14:41 :D
Wczoraj zakończyłem kurs prawa jazdy pomyślnym zdaniem egzaminu praktycznego! I to za pierwszym podejściem. Jak każdy, kto ma już prawo jazdy wyrobione, bądź jest w trakcie, wie jacy są egzaminatorzy. Osoba, która oceniała moje szoferskie umiejętności nie należała to tych lepszych przypadków. Już na początku egzaminator próbował mnie wyprowadzić z równowagi, każąc mi powtarzać element placu manewrowego, lecz się skupiłem i zrobiłem go poprawnie. Potem, na drugim skrzyżowaniu mieliśmy jechać w lewo – i pojechaliśmy, ale jak! To był odcinek drogi, na której są dwa skrzyżowania i po przejechaniu pierwszego, widząc że będę miał zielone, przyspieszyłem, jak każdy by to na moim miejscu uczynił. Jednak zapomniałem, że egzaminatorzy jeżdżą bez pasów i zafundowałem gościowi „przedsmak” dalszej części egzaminu – podczas skręcania w lewo prawami fizyki – siła odśrodkowa skierowała egzaminatora w prawo. Fakt ten był genezą natychmiastowego pytania skierowanego w moim kierunku: „Śpieszy się gdzieś Panu?” „Nie, ale chciałem zdążyć.” I jechaliśmy dalej. Warunki na powierzchni jezdni były wręcz wymarzone – czarny asfalt. Po pewnym czasie zaczęło mżyć, ale z tym uporały się wycieraczki, ustawione na trub czasowy. Jednak sytuacje były dość ciężkie. Na osiedlu, inny kierowca nie patrzył czy coś jedzie podczas cofania i nie obchodziło go że akurat ktoś może mieć egzamin, w ostatniej chwili nacisnąłem, egzaminator dla pewności też, hamulec roboczy... 1 cm a było by bardzo nieciekawie. Pan Bóg znów czuwał! W takich sytuacjach przypominałem sobie slogany mojego egzaminatora: „Spokojnie - już sześćdziesiąt lot po wojnie, a jak sześćdziesiąt lot po wojnie to spokojnie.” I jechałem dalej. Gdy zbliżaliśmy się do WORD’u pomyślałem sobie że już wjeżdżamy na plan ośrodka. A tu komenda: „Na skrzyżowaniu o ruchu okrężnym wykonać manewr, pozwalający jechać na Gliwice.” Pomyślałem sobie: „No pięknie jeszcze teraz gdzieś mnie obleje.” Ale to się mu nie udało! Po około 5 minutach usłyszałem zdanie: „Wynik egzaminu pozytywny, proszę wysiadać i zabrać swoje rzeczy.” Udało się! Przynajmniej praktykę zdałem za pierwszym razem ;D Potem dzwonię do Instruktora i mówię: „Skoro nie dał mi żadnej kartki to chyba zdałem?” „A co on Ci mówił?” „Teraz już zapomniałem z wrażenia...” I się śmialiśmy :P „Wpadnę jeszcze kiedy będę miał dokumenty” – w końcu trzeba zdać relację jak to poradziłem sobie w tych trudnych sytuacjach. Więc ciąg dalszy nastąpi...

Hasło: „Szczęśliwej drogi już czas!!”
2008.11.05 20:48
W październiku tylko jedna notka – aż nie mogłem w to uwierzyć. Musicie mnie teraz zrozumieć, moi Drodzy Czytelnicy – studia, chyba nie muszę się więcej tłumaczyć. Za niedługo mam egzamin praktyczny i w związku z tym byłem wykupić sobie jazdy oraz się zapisać na „plac”. Dziś chciałem się zapisać na „miasto” ale akurat instruktor miał 2 godziny i odszedłem z pomysłem aby wykonać telefon. W następnym tygodniu wypada święto, a w poniedziałek nie jeżdżą bo nowa obywatelka rodziny ma swoje pierwsze urodziny przez weekend. Gdy to usłyszałem przypomniał mi się ten dzień. Przychodzę, czekam niespotykanie długo na instruktora. Gdy przyszedł oznajmił mi iż od dziś można go mianować „mąż babci”. Więc w przyszłym tygodniu będę jeździł znów niebieskim pojazdem z „L” na dachu. Oby utrzymała się taka pogoda jaka była dziś. Wolę mieć jazdy „przypominające” w jak najlepszej pogodzie – bo podczas deszczu jeździ się wolniej, mniej miejsc się odwiedzi, można kogoś przez przypadek ochlapać, itd.

2 tygodnie temu... Wujek podgrzewał smołę na podwórku i podgrzał zbyt mocno. Smoła zaczęła wyciekać z beczki i kapać na ogień, zapalając się przy tym. Gdy w kuchni zaczęło robić się ciemno jak w nocy zrozumiałem że sytuacja wymknęła się spod kontroli i zaczyna być niebezpiecznie. Wyszedłem aby dobrze pokierować straż pożarną i gdy z ulicy zobaczyłem ogrom dymu przypomniał mi się widok sprzed około 10 lat gdy to samo stało się u sąsiada w budynku gospodarczym. Gdy straż przyjechała wszystko było już jednak ugaszone – takie sprawy załatwia się u nas na swoim podwórku, ale dla pewności lepiej było zadzwonić, gdyż mało kto zdaje sobie sprawę co to znaczy beczka wrzącej smoły, która się zaczyna palić. W tydzień po jeszcze raz rozmawiałem z sąsiadem, któremu też się smoła zapaliła. Gdy powiedział: „Michał, a czamu żeś po mnie nie przylecioł?” odpowiedziałem: „Jakoś my dali radę!” jak zawsze ;)

Hasło: „Bloczek tu, bloczek tam i algorytm gotowy mam.”
2008.10.18 13:25

„Ulgowy, katowicki, na 3 miasta poproszę!” – to aktualnie najczęstszy tekst, jaki wypowiadam podchodząc do okienka kiosku. Teraz moja droga do szkoły jest wzbogacona o dojeżdżanie. Rano najczęściej zabieram się z tatą, a po południu wracam środkami komunikacji miejskiej do domu. I to zawsze tym co jedzie jak najwcześniej. Autobusy, jak powszechnie wiadomo, nie są w idealnym stanie – czasem wszystko się w środku trzęsie, tabliczka z napisem „zachodzi przy zakrętach” do dziś jest tym, na co muszą uważać inni uczestnicy ruchu podczas mijania na zakręcie autobusu, nie zawsze są na czas.... Ale to ma swoją dobrą stronę, którą Wam opiszę. Raz pomyliły mi się godziny odjazdu, z 12.41 na 12.46, no i myślałem że mamy dużo więcej czasu. Mówię do kolegi, że mamy czas i nie trzeba się śpieszyć. Gdy już podeszliśmy na przystanek, poszedłem się upewnić, czy rzeczywiście jedzie o 12.46. Patrzę a tu 12.41... a 13.46.... No i myśleliśmy że czeka nas około pół godziny czekania na następny. A tu nagle podjeżdża spóźniony o 5 min „41”!! Podjechał o 12.46!! I udało się szybciej pojechać do domu.

Akt desperacji: Raz puszczono nas wcześniej do domu, mówię koledze aby sprawdził godzinę, gdyż 13.46 odjeżdża „41”. Wychodzimy z klasy na 7 piętrze i patrzę... a tu winda – w godzinach popołudniowych to istna niespodzianka aby była wolna i czekała. Ale w tej chwili jej drzwi zaczęły się zamykać.. Nagle patrzę a tu kolega przebiega koło mnie i wręcz rzuca się na zamykające drzwi windy, próbując je odciągnąć. Jeszcze stopa utknęła mu w drzwiach. Winda pojechała. Schodzimy na 6 i patrzymy a tu ta sama, pusta winda i znów zamykające się jej drzwi. Nie trwało to chwili, gdy w powietrzu leciał w stronę windy laptop kolegi, który to niby miał ją zatrzymać (wystarczyło aby doleciał do czujników które nie pozwalają zamknąć drzwi) lecz i tym razem desperacki pomysł nie wypalił. W pierwszej chwili byłem w szoku, gdy usłyszałem jak uderza o zamknięte drzwi windy. W końcu trzeba się starać aby się nie spóźnić na autobus. Od tej pory, podczas zbiegania z 6 piętra, słychać było mój śmiech. Mało tego – puenta opowiadania!! – jesteśmy już na parterze. „sprawdź która jest godzina..” słyszę odpowiedź: „13.26... ej to po co my się śpieszymy?!” Przez całą drogę do domu śmialiśmy się z zaistniałej sytuacji. Umiejętność poświęcenia laptopa, który to miał złapać windę, aby zdążyć na autobus jest wg mnie jest istnym aktem desperacji. W końcu...

Hasło: „Cel uświęca środki, a środki uświęca cel”
 

2008.09.28 21:34

W piątek przejechałem się na mój wydział na „Noc Naukowców 2008”. Każdy z uczestników „imprezy” mógł np. poddać się niezwykłemu badaniu tętna przy wykorzystaniu nowatorskich metod pomiaru. To tylko jedna setna tego co można tam było zobaczyć. Ja przy okazji, udałem się pod tablicę ogłoszeń, aby znaleźć różne przydatne informacje. Z mojej szkoły dość sporo osób zdecydowało się wybrać ten wydział. Tak.... tablica ogłoszeń... w liceum, będąc w maturalnej klasie, to właśnie tam można mnie było często spotkać. Gdy na dworze było zimno, przerwy spędzało się w szkole, najczęściej rozmawiając lub ucząc się na kartkówkę (zapominając że była zapowiedziana i ktoś mi o tym przypomniał). Z głównym holem kojarzy mi się scena pt. „machanie”, której to byłem uczestnikiem. Polegało to na tym, że Rajfus mówił coś do mnie, z czego nie zdawałem sobie sprawy, żegnając koleżanki które to właśnie kończyły lekcje. Po chwili słyszę: „A teraz powtórzę moje pytanie jeszcze raz!” – nie mogłem uwierzyć że kolega mówił do mnie coś wcześniej. Czytając już zapiski w nowej szkole słyszę: „Przepraszam, którędy na aulę D?” – no tak, teraz znów się zacznie ;) Nie byłem tam zbyt długo, przed znajomy telewizor ściągnął mnie film, jeden z części Gwiezdnych Wojen, - „Nowa nadzieja” – niech ten tytuł będzie hasłem, które przyświeca nam, młodym ludziom, że.... po prostu „uda się!!”

Hasło: „Morał ukryty jest pod treścią.”
 

2008.09.24 15:02 B 50%

„Proszę nacisnąć przycisk „koniec” i potwierdzić, naciskając przycisk „tak”... dobrze... zero błędów, wynik egzaminu pozytywny, proszę zapisać się na egzamin praktyczny.” Tym właśnie zdaniem przebyłem połowę drogi w zdobyciu prawa jazdy. Nie udało mi się za pierwszym razem, zabrakło mi jednej poprawnej odpowiedzi. Tak bywa – nie pierwszy, nie ostatni taki błąd. Chciałem mieć już prawko na wakacje, ale co się odwlecze to nie ucieknie. Będę musiał jeszcze przed rokiem akademickim wybrać się do instruktora porozmawiać co i jak. Przed egzaminem na pewno się jeszcze parę razy spotkamy i zobaczymy co takiego nowego się zmieniło w Tychach. Jak każdy na moim miejscu wie, że Ośrodek egzaminowania zmieni swoją siedzibę. Przeprowadzka miała nastąpić już od pierwszych dni września, ale widocznie były jakieś przeciwwskazania i zdawałem jeszcze na starym miejscu. Ciekaw jestem jak teraz będzie wyglądał wyjazd z WORD’u. W październiku, jeszcze przed egzaminem, zrobię rozeznanie terenu.

Szkoda, że w ostatnim tygodniu wakacji pogoda tak się popsuła. Myślałem, że będzie można wykorzystać ostatnie promienie słońca, może trafiłby się jakiś wyjazd w góry? W taką pogodę nawet na zewnątrz nie chce mi się wychodzić. Ale nie martwmy się! Za rok znów będzie lato!!

Hasło: „Nawet gdy pisze „wysyłanie anulowane”, SMS potrafi dojść...”
 

2008.09.22 19:17 "Co by było, gdyby..."

Kilka dni temu zadałem sobie pytanie: „Co by było, gdyby...?”. I wiedziałem, że nijak się tego nie dowiem jeśli nie zrobię eksperymentu. Ciekawiło mnie, co się stanie jak załączę układ ze świetlówką bez dławika. Przygotowałem sobie potrzebne części i wziąłem się za podłączenia. Po chwili wszystko było już przygotowane, wtyczka w gniazdku zabezpieczającym przed zwarciem. Włączyłem dopływ prądu. W moim pokoju zrobiło się tak jasno, jak jeszcze nigdy! Przez ułamek sekundy widziałem tylko okropnie jasne białe światło, które wypełniało cały pokój. W tym czasie wypaliły się bezpieczniki na listwie. W tym samym czasie słyszałem odgłos odpalających się świetlówek nad akwarium. Pomyślałem sobie: „musiał być tak ogromny spadek prądu, że wyłączyło mi lampy!” Nie byłem w stanie tego zobaczyć, bo jeszcze nic nie widziałem. Gdy zza drzwi ktoś mnie zapytał: „Co tak błysło?” zacząłem domyślać się co się stało. Wymieniłem bezpieczniki, poszły dwa, wyrzuciłem spaloną świetlówkę do kosza i wszystko wróciło do normy. Mówiąc szczerze przewidywałem taki scenariusz, bowiem dławik ogranicza prąd. Musiałem jednak sprawdzić, co by było, gdybym załączył układ bez niego. No i się przekonałem, tak jasno jeszcze u mnie nie było ;D Teraz już wiem, że nikt nikogo nie okłamał mówiąc, że dławik ogranicza prąd, że musi być zawsze w powyższym układzie i że czasem chodź by nie wiem jak chciało się „pójść na skróty” jedno jest pewne, fizyki się nie oszuka.

Hasło: „Nawet jesienią załóż płaszcz w kolorze lata.”
 

2008.09.13 15:41
Przed wejściem do sali nr 7, sprawdziliśmy czy nie ma zajęć, dzwonek ogłosił przerwę i weszliśmy do środka:
- „Dzień dobry Pani Profesor!” – powiedziałem w tej samej chwili z Rajfusem do naszej byłej wychowawczyni. Odpowiedziała, lecz wzrok dalej miała skierowany na stos poprawianych testów. Gdy podniosła głowę i odwróciła się ku gościom, od razu przywitała nas jak swoich wychowanków. Byliśmy w szkole zostawić książki na kiermasz, który to był następnego dnia. Niby to nie wiedzieć dlaczego zaglądnęliśmy na ten stos testów... Czyżby czerwony kolor, który był na każdej stronie coś przypominał? A może to wtedy dopiero dotarło do mnie: „To już przeszłość...”. Ale w szkole, podczas obchodu na przerwie całego budynku, zostaliśmy przywitani przez znajomych wręcz z entuzjazmem – w końcu kto, z młodszych klas, mógłby się spodziewać, że już na samym początku września odwiedzę stare mury szkoły. I było jak co roku... prawie, bo już bez rocznika ’89, ale z nowymi ludźmi, który teraz będą wiedzieli co znaczy słowo „liceum” w praktyce. Teraz zastanawiamy się co do tablo – dobrze by było zostawić pamiątkę w szkole, tylko czy to wypali i kto się podejmie tego dzieła?

Dla mnie, od jutra, zostały dwa tygodnie wakacji. Potem zacznie się wielka przygoda z Politechniką w Gliwicach. Mam nadzieję, że lata studiów będę tak udane jak liceum, a chciałbym aby było lepiej.

Hasło: „Najciężej wymyślić coś mądrego ale i z sensem”
2008.08.31 21:15
Jutro, po raz pierwszy od 12 lat, nie idę na rozpoczęcie roku szkolnego! Ja zaczynam kontynuację swojej nauki od października (mam jeszcze miesiąc wakacji). Jest to okazja do wspomnień z tych czasów, opowieści dla zainteresowanych słuchaczy, czy przypomnienia różnych wydarzeń, które to miały miejsce w Miarce poprzez te moje trzy lata uczęszczania do tej szkoły.

Nigdy nie umiałem pojąć ludzi, którzy straszyli szkołą średnią. Niespanie po nocach i „wkuwanie” ogromu materiału jest mi obce – taka nauka to mocno przejaskrawiony opis „bajkopisarzy”. Uczyłem się normalnie, z dnia na dzień, maturę zdałem, więc tu była chyba największa bujda związana z LO – owszem kilka razy zdarzyło mi się siedzieć do północy, ale tylko z tego względu, iż... zapomniałem że było coś na zadanie z danego przedmiotu. Teraz uczniowie szkół średnich mają łatwiej – dużo materiału odpadło, szczególnie z matematyki. Co prawda, teraz matma jest obowiązkowa, ale nic niewyobrażalnie trudnego tam nie ma – w końcu ile ludzi już taką maturę zdało, a ile jeszcze zda!

W szkole, podczas bycia w klasie matematyczno-fizycznej, dużo się zmieniło. Odrestaurowano klasę 18, nazywaną tak chętnie przez poprzedników, salą pamięci narodowej. Przed remontem, w tej sali, ulatniał się swoisty zapach dziejów historii. Lecz byli tacy, hm czyżbyśmy mogli coś domniemywać...?, co wymusili natychmiastową renowację sali. Za ściankami znaleziono: potłuczone pudełko jajek, 2 krzesła, różne kanapki, stos papierów, itd. Potem znajoma woń przekształciła się w smród farby, upłynniono mapy świata z różnych epok, ładnie sortując je.

Miałem fajną klasę, poznałem wielu ludzi z całej szkoły. Moje początki, co prawda, były dość trudne, ale po około roku już tworzyliśmy zgrany zespół. Starałem się nikomu nie wchodzić w drogę, pomagać każdemu kto mnie o to poprosił, czasem zasłynąłem śmiesznym powiedzonkiem lub kawałem. I chodź nie zawsze było kolorowo, to jednak ja jestem zadowolony z liceum. Każdemu życzę takich lat jak miałem ja, a nawet i lepszych. Kiedyś, odprowadzając Ahoja w trzeciej klasie, na dworcu kolejowym śpiewaliśmy sobie: „Tych lat nie odda nikt, tych lat nie odda nikt...”. I tak jak to podczas ostatnich godzin wych., w raz ze Smakenem, na okrągło powtarzaliśmy „Fajnie było!” Nie raz jeszcze napiszę tu coś o tych pięknych latach.

Będę trzymał kciuki za nowych maturzystów, szczególnie za te klasy, do których chodzą naprawdę bardzo mili ludzie, B, D i... Właśnie, o tym może kiedyś.

Hasło: „Czasem wystarczy się uśmiechnąć, a Świat zacznie zmieniać się na lepsze.”
2008.08.27 20:36
Wczoraj natchnęło mnie do robienia zdjęć. Wziąłem w dłonie aparat i wystarczyło że rozglądnąłem się dookoła siebie aby móc się „pobawić” sprzętem.
Obok zamieściłem jeden z efektów mojej pracy. 
Róża... piękny kwiat, choć tak rozpowszechniony, wciąż urzeka swym pięknem. Kolce, które strzegą kwiatostanu przez intruzami, nadają całemu kwiatu charakter niedostępności i zarazem ubogacają jego wyjątkowość i wdzięk. Trzeba się postarać, aby przez kilka chwil kwitnienia, cieszył oko swego właściciela, który mając ochotę na parę zdjęć, może wyjść sobie, ustawić parametry zdjęcia i zapełnić miejsce na karcie pamięci flash. 


Dziwi mnie fakt na portalu „naszaklasa”. Przeglądając sobie moje liceum, zauważyłem że są już zalogowane nowe klasy. Mało tego! Te klasy są już prawie pełne! Jeszcze nie zaczął się rok szkolny a tu wszystko jest już prawie w całości zapełnione. Moim zdaniem takie osoby dużo tracą. Każdy może sobie przypomnieć co czuł, przeżywał, jak po raz pierwszy zobaczył kompletnie obcych ludzi, których to miał widzieć przez dość spory okres czasu (np. 3, 5, 6 lat). A teraz? Już bez żadnych niespodzianek, pierwszego wrażenia, przedstawiania się na godzinie wychowawczej, opowiadania, powierzchownie, dotychczasowej historii swego życia (przygód, porażek, sukcesów, itd.). No ale co kto lubi. Gusta nie podlegają dyskusji.

Hasło: „Nie ma róży bez kolców.”
2008.08.21 21:15 Tu...
Tu jest moje królestwo
Me odwieczne panowanie
Nic się tu nie zmienia
Wszystko ciągle jest takie same
Nowe jednak każdego dnia
Ze wschodem słońca zaczyna się zawsze nowy dzień
Wraz z zachodem zaczyna się noc
Tak jest tu bez zmian
Poranek dzień zaczyna
Zachód dzień kończy
Czy to coś nowego?
Każda chwila równa chwili
I nic się nie zmienia
Oprócz tego żeśmy starsi
Oprócz żeśmy bardziej już dojrzali
Oprócz tego zmieniają się pory roku
Oprócz gości
Oprócz innych szlachetności
Czasem i nawet przykrości
Tak tu już bywa...
Niezmiennie od wieków
Kropla drąży skałę
Dwa plus dwa równa się cztery
Choć w alfabecie różne się spotyka litery
Tęcza ma niezmienne barwy
Choć nie zawsze ona jest
A kiedy jest?
Wtedy kiedy ma być
Kiedy?
Kiedy być musi.
Tu jest moje królestwo
Me odwieczne panowanie
Każdy królem jest życia swego
I gospodarzem w swym gnieździe.
Zmienność w niezmienności jest ukryta
Niezmienność za zmiennością schowana

Hasło: „Strona anty-patyka.”
2008.08.17 14:28
Wakacje to jeden z okresów w roku kalendarzowym podczas którego, zamiast rachunków, reklam, zaproszeń na darmową prezentację pościeli bądź garnków można znaleźć w skrzynce na listy pocztówkę – za którą dziękuję.

Nie było mnie ostatnio ponieważ miałem problemy z komputerem. Gdy już nie chciał się włączyć, zabrałem się do pracy. Po kilku godzinach spędzonych przy częściach składowych, lutowaniu płyty głównej (praca w okularach, w jednej ręce lupa, w drugiej lutownica) udało mi się przywrócić stary sprzęt do normalnego egzystowania. Teraz znów mogę korzystać z pełnej mocy, jaką tylko można z niego uzyskać.

Jeszcze półtora miesiąca wakacji. Od października zaczynam studia w Gliwicach. We wrześniu planuję kompletnie oddać się słodkiemu lenistwu, aby nabrać sił przed nauką. Sam jestem ciekaw jak to będzie wyglądało. Jak ten czas szybko leci... Jeszcze przed maturą zastanawialiśmy się w klasie „kiedy to zleciało?” Te trzy lata minęły tak szybko, że nawet nie wiadomo kiedy. A w Miarce się pozmieniało... Pojawię się w dawnej szkole we wrześniu, tak jak to czyniły poprzednie roczniki – znów będzie to okazja do wspomnień i podtrzymywania na duchu przyszłych maturzystów, mówiąc im, że....

Hasło: „Matura to bzdura.”
2008.08.05 20:33 nowa notka....
....powinna być napisana już kilka dni temu. Jednak tego nie uczyniłem, gdyż kompletnie nie miałem o czym pisać. I to mnie skłoniło do refleksji. Niemoc twórcza – szumnie nazywany brak weny, okazał się być przewodnim dzisiejszych rozważań. Nie zawsze uda mi się napisać coś z sensem, co jest dobre pod względem czytelnictwa, co jest komentowane, itp. Najtrudniej jest jednak zachęcić czytelnika aby dobrnął do końca tekstu. A gdy to się uda, można przyjąć że notka była napisana w stopniu zadowalającym. Gdy czytelnik zostawi po sobie ślad, oznacza to że chce się podzielić z autorem tekstu (w tym przypadku ze mną) swoimi wrażeniami na temat tego co przeczytał. Z blogowej praktyki wiadomo, że wśród bloggerów liczy się częściej riposta, która zwiększa liczbę komentarzy. Ważnym czynnikiem w pisaniu jest wena – zgadzam się, ale czasem mogą wyjść takie pierdoły, że nie da się tego czytać. Gdy jednak notka jest opatrzona komentarzami i wzbudza zadowolenie autora, można przypuszczać że jest dobra. Mnie osobiście nie każdy tekst, który tu zamieszczam mi się w 100% podoba, sam zdaję sobie sprawę że niedoskonałości tekstu. Czasem nawet temat nie jest ciekawy i już na wstępie wiem, że nic z tego ciekawego nie będzie. Jednakże są takie notki z których jestem zadowolony – podobały się czytelnikom i mnie. „Ćwiczenie czyni mistrza” – początki blogowania nie należały do najlepszych, lecz w miarę upływu czasu, sam widziałem że to co tu zamieszczam przyciąga „widzów”. Zawsze się staram aby nikt, kto odważy się tu zaglądnąć, nie zaczął ziewać chodź by i po przeczytaniu pierwszych kilku linijek.

Hasło: „Nawet chaber rozwija się tam, gdzie mu wygodnie.”
2008.07.27 22:57
Do mojego akwarium powoli zaczynam wpuszczać „stałych bywalców”. Fotografia obok przedstawia Krewetkę Amano, która to czyści porastającą na pierwszym planie wgłębkę. Kolejna partia przybędzie ok. 10.08 – dokładnie miesiąc po starcie zbiornika. Wtedy całe akwarium jest przystosowane pod względem biologicznym do „gęstszego” zasiedlenia. Mam nadzieję że do tego czasu uda mi się ustalić przypuszczalny i ostateczny wygląd kompozycji, zrobić pokrywę (czyli np. wyeliminować efekt stroboskopowy – migania świetlówek).

Za niedługo egzamin na prawo jazdy. Już miałem dodatkowe jazdy – w wciągu trzech godzin zrobiłem to co za cały kurs! Szczerze mówiąc dawno już nie jeździłem – matura była dla mnie ważniejsza niż „prawko”. Myślałem że będzie gorzej, ale jak się chwili okazało nie jest tak źle jak myślałem. Auto nie zgasło mi ani razu! Po tak długiej przerwie to jest pocieszające, gdyż niekiedy miałem problemy ze startem. Podczas jazd wspominaliśmy dawne czasy... heh to było coś....

Moi Drodzy Czytelnicy!! Chciałbym abyście trzymali za mnie kciuki ;)


Hasło: „....jak po wielkiej bitwie kurz....”
2008.07.17 12:31
Zdjęcie obok to panorama Gliwic z dziewiątego piętra Politechniki Śląskiej, wydziału AEI. Ten widok będzie mi towarzyszył przez czas studiów na tym wydziale. Oczywiście nie będę cały czas na najwyższym piętrze budynku (mój wydział jest chyba najwyższym z pozostałych), ale widok zapiera dech! I tak zaczął się mój dzień pełen przygód, od złożenia papierów na uczelni. Potem kierunek Czechy. Podchodzę do miejsca, gdzie jest przejście graniczne... a właściwie gdzie było! Przecież nie ma już granic pomiędzy sąsiadami z UE. Nie było już żadnych strażników granicznych, budynek w którym pracowali strażnicy polscy zamienił się w sklep, a budki strażników czeskich znikły! I teraz już bez żadnych dokumentów można sobie w dowolnej ilości przejść „tam i z powrotem” bez żadnej kontroli. Niedawno – z rok temu – wyglądało tam całkiem inaczej. Dziś można tylko zobaczyć informację że przechodzi się przez umowną granicę terytorialną. I zmiana napisów sklepowych również sugeruje że jest się „gdzieś indziej” bo teraz jak by się ktoś zamyślił, mógłby przejść granicę i nawet by się nie spostrzegł – bo kto by go zatrzymał. Następnie wylądowałem w sklepie zoologicznym w Łaziskach Górnych, który to jeszcze z pół roku temu sobie chwaliłem. Mnogość roślin, i ich okazyjna cena, sprawiły że wybrałem się w owe miejsce jeszcze raz. Jednak i tu zaszły zmiany, niestety na niekorzyść. Tylko jeden zbiornik z roślinami, jeszcze złe oświetlenie tego zbiornika (źle dobrane świetlówki), ceny poszły w górę... I zamiast tego co chciałem, wybrałem sobie 2 sztuki, które jako jedyne mogły upiększyć aktualną kompozycję mojego akwarium. Całość "wycieczki" zajęła mi 8 godzin – a to jest niezły wynik czasowy!

Hasło: „Czasem trzeba się długo zastanowić, czy na pewno nacisnąć klawisz „enter”.”

<< Listopad 2009
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30
Księga gości
 
Coś o Autorze
michalmikolow
Mikołów
Słówko o mnie
Nazywam się Michał. Jestem jednym z ludzi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Myślę że nie ma ograniczeń fizycznych. Są tylko bariery, które należy łamać.
Zobacz mój profil
Statystyki
Ludzie, którzy przynajmniej raz tu byli:
 
36010
Ludzie odważni, którzy coś skomentowali:
 
3569
Ludzie, którzy ślad po sobie, w Gości Księdze, zostawili:
 
101
Zawsze możesz kliknąć - to nic nie kosztuje ;)
Aktualna liczba głosów:
 
958
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
5583
Archiwum
Rok 2009
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Zobacz serwisy INTERIA.PL