michalmikolow
michalmikolow.blog.interia.pl
Notki
Frywolnie 2012.05.01 21:58
     Dni naszego życia nie są podobne do dni naszej śmierci a dni w których żyjemy nie są podobne do dni w których umieramy. Parę lat temu, gdy pokapowałem o co tak naprawdę chodzi w ziemskim życiu, przeszedłem przez spacer na krawędzi. Lecz zawsze wybierałem jasną stronę życia. Los tylko spowodował, że raz to wszystko przeciekło mi przez palce i ni stąd ni z owąd obudziłem się z ręką „w nocniku.” Pomyślałem sobie, że przegrałem wtedy najlepszy los na szczęśliwej loterii życia, jaki kiedykolwiek mógł mi się trafić. Jednakże przebudziłem się, gdy w tutejszej bazylice biły dzwony ogłaszające Zmartwychwstanie. Przez myśl przeleciało mi, że ja też muszę zostawić za sobą te wszystkie złudnie kolorowe chwile i zacząć walczyć o przyszłość. Tak naprawdę to tylko raz zwątpiłem w swoje marzenia. Tylko raz pomyślałem, że coś mi się nie uda. Tylko, właściwie aż, jeden jedyny raz sam skreśliłem swoje szanse na samym początku. Po jakimś czasie okazało się, że jednak jakieś, może nawet małe, szanse miałem w realizacji tamtego marzenia. Obiecałem sobie, że już nigdy się nie poddam, że zawsze będę dawał z siebie wszystko, o ile będę w tym widział sens. Swego czasu codziennie chodziłem tamtą ulicą. Dziś okazało się, że może dobrze się stało, że zabrakło mi wiary w siebie? „Przecież to miała być nasza przyszłość, nasz dom z piwnicą, murowany” Wszystko to spłonęło w tytoniowym dymie na skraju zakola Wisły, w wiadomej odległości od Brackiej. I gdy znów widzieliśmy się w 8 ocząt to jak zawsze strzeliliśmy sobie tym dawnym uśmiechem, świętującym ostatni Dzień Dziecka. Szybkie „cześć” w parku – wy na ławce my na chodniku. I to znów ja wygrałem! Do kolejnego rozdania… Ciekawe jak to wszystkie się poukłada. Lany poniedziałek był rodem z marzeń. „A co jak jutro skończy się świat?” Aż dziwnie, że wszyscy się znamy… Losy dobrze wiadome od trzech pokoleń wstecz. Ciotka moja była tam gdzie ja teraz. Ale ten Światek jest mały… Niech trwa! Póki żyje niech trwa! Znów 120 na liczniku i wio ulicami niby nieznanego miasta. A i tak może najlepsza bajka, sąsiada wymarzony scenariusz dla mnie, toczy się godzinę i 5 minut „door to door” – niby daleko, ale mi się chciało. Humorki, pozwoliły do dziś się kolegować i być najlepszymi przyjaciółmi! Będzie co ma być.

Hasło: „Moje serce podobne jest do otwartej autostrady.

Wielkanoc 2012.04.07 21:23


„… i odwiedzin zajączka…” tak brzmiał fragment pierwszych życzeń, które dostałem z okazji zbliżającej się Wielkanocy. I zajączek postanowił zostać moim gościem, zamieszkać ze mną na zawsze… Już dawno nie miałem takiej radości z przeżywania Świąt. Zawsze taki podarunek prosto od serca przynosi mi najwięcej szczęścia. Ostatni prezent „spoza rodziny” dostałem 4 lata temu. Dziwnym tylko trafem otrzymany sweterek leży gdzieś głęboko w szafie… Mam teraz tylko jedną nadzieję, aby zając już na zawsze pozostał na widoku, aby nie przyszedł czas, w którym miałby być odmeldowany do szafki. „Witaj w moim domu przyjacielu!” A skoro już wiesz wszystko to zostań tu, wśród kolorów dwóch. Przynieś z sobą słoneczne dni, atomową siłą uśmiechu rozwiej ciemne chmury. Tak lub nie – wybór zająca!

A Wam moi Drodzy Czytelnicy życzę spokojnych, radosnych i wesołych Świąt Wielkanocnych. Niech Zmartwychwstały Chrystus napełni wasze serca nadzieją, że może być lepiej, miłością, bo jej nigdy nie za wiele, zrozumieniem dla wrogów. Niech chwile spędzone z rodziną będą pełne szczęścia. Czasami kilka rozmów wystarczy aby naprawić pozrywane nici. Jeszcze raz! Wesołych Świąt!

Hasło: „Ten czas tak szybko leci – a mógłby się zatrzymać aby na moment!”

poetycko ;) "Dla mnie i dla Ciebie" 2012.03.09 22:13
Odtąd, dotąd po nieskończoności!
Dzień, marzenie, nowe wspomnienie
I tylko przez chwilę w to wszystko zwątpienie
O raz za dużo jedno wielkie przepuszczenie
I wtedy wszystko się stało tak bezsensowne
Że przez przypadek dowiedziałem się życia
A to miał być inny dzień
I od tamtej chwili przestało mi zależeć
Kilka burz, kilka bitew nierozstrzygniętych
Lat kilka po Metro i dni kilka po Kato
Teraz nowa scena, podobny teatr
Scenariusz dawno napisany
Raj od lat niezagospodarowany
Prosiłem, błagałem!
Bez odpowiedzi, bez echa…
Teraz nowa nadzieja w powietrzu
Nowy odkurzacz i kosz na pranie
Stary w pokoju bezimienny porządek
Większy rachunek, nieprzygotowanie
Sernik, śnieżki, Bóg wie co jeszcze
Powrót ze snów, drugiego dnia rzeczywistość
Takie nudne i puste półtorej godziny
Trzy i pół czekania na jeden
I powrót…
Tam gdzie atom nie zniszczy
Bogu zaufałem, fundamenty domu zbudował
Tata, Mama, Dzieci
I żal lub wdzięczność za każde twarde serce
Bo dziś byśmy się może znienawidzili
A tak kochamy się dalej

A jak nie to zadzwonię do brata
By znów przyjechał
Poukładał to za mnie
Bo zabrakło pomysłów
Nie byłoby już wtedy wolnych ulic i miejsc
Bez skojarzeń i pustych marzeń
Jest jak jest, ja z nas nie uciekłem
Sił nie zabrakło
Nauczyłem żyć się od nowa
Przebaczyłem wszystko
Twój dom był piękny
Lecz był pusty
Bez fundamentów ojców naszych
Prawdziwych Rodaków
„z krwi i kości”
Kochać to za mało
Bez słów mówi się więcej
Pamiętaj o tym i Ty i Ty i może Ty
Jak chcesz to przyjdź
Ale na zawsze pozostań Gościem
Bez cukru i bez szarości
Są tylko dwa kolory
Biały tak wielobarwny
Czarny tak łatwy
Nie dziękuj, nie proś i nie przepraszaj
Bądź!

Hasło: "Wczoraj do Ciebie nie należy, jutro niepewne... Tylko dziś jest Twoje!"
2012.02.12 16:39
Tym razem trzeba się na spokojnie zastanowić, co dalej…
Kiedyś, po odbiorze paszportu, zastanowiłem się, za ile można rozpocząć nowe życie. Przecież tu w Polsce, poniekąd tak jak gdziekolwiek indziej, może się wszystko wydarzyć i będzie trzeba zastanowić się nad opuszczeniem ojczyzny. No ale jakoś trzeba zacząć żyć za granicą. Angielski i kilka słów po niemiecku świata nie zwojują, a tytuł inż. dopiero mam od niedawna. Pamiętam, że wtedy zacząłem rozmyślać, jak by budować swoje życie kompletnie od podstaw, w warunkach skrajne odmiennych jak dotychczas. Po kilku historiach z życia, przeczytaniu paru artykułów wykombinowałem, że zawsze w paszporcie musi być 100zł. Takie bardzo awaryjne 100zł. I właśnie za tyle pieniędzy szło by się uplasować w zupełnie obcej i odmiennej rzeczywistości. Oczywiście do tego trzeba podliczyć niewyobrażalny trud i krytycznie syzyfową pracę, ale jest jedna rzecz, która by mnie uskrzydlała w tak trudnych warunkach. „Nie ma nikt, takiej drugiej nadziei jak ja, nie ma nikt takiej wiary w ludzi i w cały ten Świat, nie ma nikt tylu zmarnowanych lat…” Przez lata nauczyłem się walczyć o lepsze jutro, znosić porażki z honorem a przede wszystkim zawsze miałem i mam niewyobrażalną nadzieję na lepsze jutro. Czuję to rozumiem, że kiedyś mój trud nie pójdzie na marne, że te wszystkie „szybkie akcje serca” mają jakiś głębszy sens, że jest to tak specjalnie poukładane aby nauczyć się prawdziwie cieszyć życiem i być pewnym swoich decyzji, które dotyczą jutra. Czasem jestem niezdecydowany i to okropnie, wewnątrz aż się gotuje. Ale wiem, że każda bezsenna noc, kiedy to gapiłem się uporczywie w rozgwieżdżone niebo nie tylko nauczyła mnie rozpoznawać gwiazdozbiory, lecz przede wszystkim zrozumiałem, jak ważna jest cierpliwość. Niekiedy na „spadającą gwiazdę” musiałem czekać latami, aby wypowiedzieć marzenie a to wcale nie jest jeszcze gwarancja jego spełnienia. Tylko nigdy się nie poddać…

Hasło: „Słuchasz mnie jak starego radia, a moje SMSy czytasz jak stare książki.”

inż 2012.01.26 19:12
http://www.titm.aei.polsl.pl/img/aei_logo.gif„Dzień Dobry Panie Inżynierze” – tymi słowami powitała mnie wczoraj Pani Tatiana w sekretariacie, po stosunkowo udanej obronie. Cały wtorek upłynął pod znakiem wywalczenia tych trzech magicznych literek przez imieniem i nazwiskiem. Trzy i pół roku ciężkiej i mozolnej pracy zaowocowało kolejnym mały krokiem w zdobywaniu szumnego wykształcenia elektronika. Ale wtorek to nie tylko inż. Dzień wcześniej ugadałem się z K. że jedziemy 8:10. Gdy każde z nas rozchodziło się w stronę swojego wydziału, powiedziałem: „No to widzimy się już jako inżynierowie.” Następnie trzy godzinki na 7-mym piętrze, wiedziałem co mnie czeka, ale jednak mimo wszystko był stres jak przed każdym egzaminem. Pierwszy raz ujrzałem tak odwaloną salę na AEI. Wszystko było tak czyste i nowe, że myślałem iż egzamin odbywa się co najmniej na wydziale MIT w USA. No ale MIT pozostanie już chyba tylko marzeniem, z resztą kto wie jak się potoczą losy przyszłych dni. Po pierwszym pytaniu tak się uspokoiłem, aż pomyślałem, czy nie za bardzo. Zawsze odrobina stresu motywuje do działania. Po trzecim pytaniu wyszedłem na korytarz, ale dosłownie za chwilę, znów komisja mnie poprosiła, aby uroczyście oznajmić, że a dyplomie ukończenia studiów będzie 5. Podziękowałem. Po wyjściu z sali reszta co miała się bronić dosłownie mnie zaatakowała: „Jakie pytania? Co Ci dali? …” A ja im gadam: „Panowie śpieszę się :P” Potem poszedłem do reszty z mojej grupy. Odegrałem scenę, że nie zdałem i że będzie drugi termin – tylko Ewe uwierzyła w moją bujdę. Ale po chwili dodałem: „No jak mogłaś we mnie zwątpić? Jasne, że zdane!!” Kumple zaczęli mnie namawiać na oblewanie tego tytułu, ale ja wiedziałem gdzie mam się udać. No i zjazd na dół i wejście na 3 piętro – są windy na tym świecie, którymi zwykli śmiertelnicy nie mogę jeździć i trzeba skorzystać ze schodów. Tylko sprzątaczki mają specjalny klucz, którymi otwierają windę, w której można by zmieścić słonia. Bez luster i z postkomunistyczną lampą na środku. „Gratulacje, gratulacje.” No i spór czy Mikołów czy Gliwice, ale perspektywa najlepszej pizzy pod Słońcem, upieczonej na głębokim tłuszczu zwyciężyła wszystkie inne opcje… ;D Szczerze mówiąc, nie wyobrażałem sobie, że tak to się wszystko poukłada, ale jak na razie nie mam co marudzić. Bo ja nie marudzę! :P Ponoć, ale mam dowód w postaci wiadomości SMS, którego nie zawaham się użyć.

Hasło: „Na spokojnie!”
Wesołych Świąt! :) 2011.12.24 14:28
Ostatnio zastanawiałem się co tak właściwie świętują ludzie, który nie chodzą do kościoła. Po co stroją choinkę, obdarowują się prezentami, niekiedy nawet łamią się opłatkiem, skoro nie w ich domach podstawy Świąt Bożego Narodzenia. Po co się męczyć i udekorować stół dwunastoma potrawami, jak (np.) dziecko zapyta się rodzica: „A czemu akurat dwanaście?” i będzie to kolejnym pytaniem bez odpowiedzi. Po co ustrajać pięknie ustrajać dom, skoro brakuje w nim najważniejszego gościa? Dla mnie to takie puste i bezsensu, gdy nie ma w Świętach radości z Narodzenia Chrystusa. Umiem sobie wyobrazić Święta bez całej oprawy z przygotowaniami, z choinką itd.. ale Świąt bez pójścia na Mszę Świętą sobie wyobrazić nie umiem… Moim zdaniem po prostu trzeba wiedzieć co się robi i dlaczego tak a nie inaczej. To nawet nie jest kwesta tradycji – przecież teraz na choinkach mamy już diody LED, a kiedyś były świeczki. Tu chodzi o ten magiczny czas spędzony w gronie rodziny, który ją cementuje. Teraz jest tyle rozwodów pomiędzy małżonkami. Ale gdyby zapytać się ile razy byli wspólnie w kościele, ile czasu poświęcił jeden drugiemu, ile czasu spędzili z dziećmi.. itd. A przecież to tak nie wiele trzeba. Godzinka na tydzień Msza, potem co wieczór przynajmniej wspólna kolacja czy wspólny obiad. Bo tak niewiele trzeba by być szczęśliwym.

Na czas Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam dużo ciepła, radości, niezapomnianych chwil, spędzonych w gronie najbliższych. Wymarzonych prezentów, a może takich niespodziewanych? Mnie najbardziej zapadają w pamięć te zupełnie niespodziewane. Bo nawet najdrobniejszy upominek może przynieść czasem ogrom radości! Jeszcze raz! (bo nie będziemy sobie żałować) WESOŁYCH ŚWIĄT!!


Hasło: „Zaczarowany pierniczek.”

Wisła.. ;) 2011.09.17 20:07


    Witam Was moi Drodzy Czytelnicy w uroczy wrześniowy wieczór. Dziś do zaoferowania mam do Was kilka przepięknych widoków, które los zaserwował mi w Wiśle. To co widzicie obok to tylko przedsmak reszty zamieszczonej w mojej galerii. „W górach jest wszystko co kocham…” Cisza, spokój, pot spływający z czoła na górskim szlaku zachwycającego Beskidu Śląskiego. Miejsca gdzie nie widać betonu i asfaltu, gdzie zamiera najmniejszy pomruk ryczącego miasta a górki strumień wypływa spod kamienia zachwycają mnie swoim niepowtarzalnym urokiem i romantycznością. Przecież to takie piękne. Oderwać się od tego wszystkiego i na chwilę zapomnieć… Przenieść się w świat tak odległy codzienności, wpatrując się w gwiezdną łąkę Drogi Mlecznej w spokojną bezszelestną noc… Każdemu chciało by się wykrzyczeć: „How i wish you were here!” Dlatego w tym roku pobiłem rekord w ilości widokówek, które wysłałem do znajomych. Wiadomość elektroniczna to nie to samo, zawsze się skasuje i pójdzie w niepamięć. Ja widokówki od znajomych zbieram od ładnych paru lat i zawsze co roku ktoś napisze co sprawia mi ogromną radość!

     Z życia wydziału! Połowa egzaminu zmusiła mnie do przyjazdu na uczelnię. Moim oczom ukazał się znajomy widok nerwowych ludzi siedzących przed kartkami, lekko zestresowanych ale pogodnie i bardzo optymistycznie nastawionych. Przywitałem się ze wszystkimi, siadam i… Bajerowi puściły nerwy. Ni stąd ni z owąd zaczął się dziko śmiać, nikt nie wiedział z czego. Od razu chciałem „wesprzeć” Bajera i zacząłem się też śmiać, tak profilaktycznie, potem dołączyli inni. Kolega Bajer miał ciężki tydzień, bo po raz siódmy pisał PPS’a… A przed nim było jeszcze PUA… „Bajer… który raz już pisałeś PPS’a?” to pytanie przewijało się non-stop. Wielkie wyliczanie: „nooo rok temu trzy razy, potem raz w zimie, teraz to też już trzeci raz, wychodzi siedem.. (tu Kolega bajer znów eksploduje śmiechem)„ Następnie wraz z Bajerem zaczęliśmy dokuczać Frostemu. Ale Frost miał na nas tajne hasło: „Alex! Mam zrobić sprawozdanie na poniedziałek?” „Oj… już nic nie gadam!” :P Taki oto sposób wymyślono u nas aby się rozładować przed egzaminami… dobra i duża dawka śmiechu. Po egzaminie poszedłem sobie na przystanek. Z daleka zauważyłem, że dziewczyna co pisała z nami z rocznika wyżej wpatruje się w rozkład jazdy. Podszedłem sobie i zobaczyłem kiedy jedzie mój autobus. Po chwili koleżanka wróciła jeszcze raz no i nie wypadało się zapytać jak jej poszło, bo nigdy z nią jeszcze nie rozmawiałem. Po chwili rozmowy okazało się, że nie ma biletu. A więc dałem jej swój, każdy by tak postąpił na moim miejscu. Wiedziałem, że mam jeden bilet na pewno, ale całe szczęście miałem drugi. Naprawdę miałem szczęście, że miałem dwa, bo gdybym miał jeden, to on trafiłby do Moniki, a ja zapłaciłbym karę, bo akurat była kontrola biletów. Kanary wsiadły w połowie trasy i zaczęli skrupulatnie spisywać dwie osoby. Na serio miałem szczęście, że miałem drugi, druga kontrola w ciągu trzech lat jeżdżenia do Gliwic… Nasi ulubieńcy coś omijają ten szanowny autobus. Ale potrafią wyczuć kiedy mają wsiąść.


Hasło: „Poznaje się tych albo owych…”
:) 2011.08.06 21:35



„Gorące jak słońce,
Szybkie jak wiatr…”

Zawsze cenię sobie przyjaciół, który wyślą mi kartkę z wakacji. Zawsze jest to dla mnie miła niespodzianka :) Podziękowania dla K. B. i E. :)

Miesiąc praktyk zakończony! Znów opłaciło się posłuchać rady starszego kolegi z wydziału, który rok temu miał praktyki w tej samej firmie: „idź tam.” Pomyślałem sobie, że tak czy siak nic nie tracę. Dziś wiem, że zyskałem naprawdę sporo. Wraz z kolegą Wojtkiem, który okazał się bardzo lojalnym towarzyszem i współautorem projektów, pracowaliśmy bardzo wytrwale, wierząc, że zaproponowane przez nas rozwiązania kilku problemów mają realną szansę na powodzenie. Udało się. Całe szczęście. Ale ile pracy włożyliśmy w sukces naszych projektów to tylko jeden Bóg wie. Pewnego razu trzeba było zrobić expressową pracę „na wczoraj.” Po skończonej pracy w firmie, zaprosiłem kolegę do domu i kończyliśmy projekt chyba do 21:30… Drugiego dnia nie dało się zacząć realnie egzystować bez porządnej kawy. Jednak narzucone, dość ostre, tempo pracy i tak pochłonęło myśli o dobre, pobudzającej kawie… W firmie tak się spodobaliśmy, że dostaliśmy możliwość kontynuowania pracy, z której skorzystaliśmy. Mnie niestety dopadła choroba i miałem tydzień L4. Z kolegą Wojtkiem pracuje się bardzo dobrze w zespole. Każdy miał swoją wizję wspólnego projektu, lecz zawsze kierowaliśmy się zdrowym rozsądkiem, co pozwoliło wybrać najlepsze rozwiązanie. Raz siedzieliśmy tak długo, że w budynku prawie by nas zamknęli… Sprzątaczka co miała klucz do drzwi opanowała sytuację. Większość z moim znajomych jest bardzo zadowolona z praktyk. Moim zdaniem o to w tym chodzi, aby w życiu robić to co się lubi.


Hasło: „Pod wieczór, po zachodzie Słońca, będzie się przejaśniać…”
lipiec 2011 :P 2011.07.10 15:09
     Zawsze lipiec kojarzył mi się ze wstawaniem ok. południa i pełnym oddaniem się aktywnemu lenistwu. Niestety w tym roku jest inaczej. Jak wszędzie, po trzecim roku studiów, trzeba odbyć miesiąc praktyk. A więc po załatwieniu wszystkich formalności, sprawiłem sobie wstawanie bardzo wczesnym porankiem. O godzinie 7:00 muszę już być w pracy. Jest to chyba jeden minus całej imprezy, związanej z tematem praktyk. Pierwszego dnia było trochę sztywno. Mam jeszcze jednego kolegę z wydziału elektrycznego. Przedstawił się, ale ja i tak nie zapamiętałem jego imienia. Następnego dnia, patrzę a gość agresywnie zabrał się do pracy. Myślę: „Nie no ten musi mieć poukładane co i jak, zagadam i sprawdzę co i jak.” Nie zastanawiając się za długo, użyłem uniwersalnego imienia rodem z mojego wydziału: Andrzej. „Hej Andrzej, nad czym tak myślisz?” „Zastanawiam się jak podłączyć driver RS-232 do mojego uC.” „O! A co chcesz przesłać dane, aby zrobić wykres?” „Nie! Ja chcę go zaprogramować!” „No ale jak, bez użycia programatora?” „Na polibudzie wpinaliśmy taką skrzynkę do kompa po rs-ie i działało, skąd mam wiedzieć, nie rozbierałem tej skrzynki…”
W tym momencie wyobraziłem sobie naszą sekcję z laboratorium Miernictwa Elektronicznego, jak wszyscy rozbieramy analizator widma (za bardzo nie małe pieniądze!) i oglądamy co jest w środku, aby wiedzieć jak działa :P I te zdziwienie kiedy po skręceniu urządzenia zostało by kilka śrubek. No ale jakoś wybrnęliśmy z tego patosu. Po kilku zwrotach do naszego kolegi per Andrzej, zbulwersowany zapytał: „Dlaczego Ty do mnie mówisz Andrzej?!” „No a jak się nazywasz?” – odparłem bez emocji. „Wojtek…” „No dobrze Wojtek to co lutujemy dalej?” Atmosfera zaczęła być przyjazna. Innego dnia musiałem coś pomierzyć, ciężko mi to wychodziło, wyniki były bardzo dziwne. Wojtek patrzy na to co robię i gada: „Wiesz co… jak podłączysz układ do zasilania będzie Ci znacznie łatwiej!” Patrzę, rzeczywiście, układ nie miał baterii… :P Pewnego dnia sprawa nie była taka wesoła. Wchodzę do toalety a tam karteczka „nieczynne.” Oj, nieciekawa sprawa. Wojtek jak to zobaczył, powiedział, że skorzysta jak co z damskiej… Mnie osobiście ten pomysł nie przekonywał. Następnego dnia przychodzę a tam już drzwi zaklejone. „Wojtek.. drzwi zakleili… chyba problem był poważniejszy niż się spodziewano…”


Hasło: „A może szczęście ukrywa się pod jakimś pseudonimem.”
2011.04.25 17:26
http://www.zabawkiczarek.pl/upload/obrazki/wielkanoc_tlo.jpgDobiega końca drugi dzień Świąt Wielkanocnych. Godziny w Kościele, dużo pracy w domu a teraz został już tylko odpoczynek i zajadanie się samymi smakołykami. Jeszcze został kawałek kołacza z makiem (oczywiście pieczony na maśle). Chwila wytchnienia i zatrzymania się od całego harmidru i zgiełku Świata – coś pięknego. Całe szczęście, że weekend majowy zbiegł się ze Świętami i przez to mam w sumie 12 dni wolnego! Coś wspaniałego! Przynajmniej mogę się wyspać i to porządnie. Semestr letni nie pogania obowiązkiem przygotowania się „na drugi dzień,” jest mało laboratoriów, mało ćwiczeń, a projekty są praktycznie już dawno pozamykane. Sesja zapowiada się co prawda ciężko… To jednak zawsze pozostaje ten cień nadziei, że będzie tak jak zawsze ;) Czyli „jakoś to pyknie” jak mawia mój znajomy. Mam już temat pracy inżynierskiej i promotora, teraz kompletuję literaturę oraz myślę od czego by tutaj zacząć – to najdłuższa partia każdego przedsięwzięcia (trzeba obmyślić co tylko można, aby tak ułożyć pracę aby… było jej jak najmniej). Można pracować całymi dniami i nic przez to nie osiągnąć, a prawdziwą sztuką pracy jest tak pracować aby się nie napracować a osiągnąć zamierzony cel. I wydawało by się, że to tak banalnie proste, a jednak tak się to tylko wydaje!.

Moi Drodzy Czytelnicy, na ostatnie chwile Świąt Wielkanocnych, życzę Wam jak najlepszego wykorzystania ostatnich w rodzinnym gronie. Może warto odkurzyć stary album ze zdjęciami, może wspólnie przejść się na spacer, może zagrać w remika?

Hasło: „Póki na to czas!”

2011.04.17 13:12
    Kilka tygodni temu, wracając w piątek ze szkoły, przechodząc przez mikołowski rynek, usłyszałem znajomy głos. Odwracam się, patrzę a tu kolega z gimnazjum! Szok, zaskoczenie, niespodziewane spotkanie po latach. Chyba 2 lata się nie widzieliśmy. Od razu rozpoczęła się burzliwa dyskusja, pod tematem: „ kilka lat życia, skompresowane w paru najciekawszych opowieściach.” Właśnie tym sposobem, parę godzin upłynęło na wspominkach, losach różnych ludzi (wspólnych znajomych i nie tylko), wspólne walki w mieście, slogany z dawnych szkolnych lat, tak rażąco przypominające naszą dawną klasę. Pomimo upływu kilku lat, nic się nie zmieniliśmy. Każdy wie, jak na kogo może polegać, gdzie zadzwonić, gdy w mieście zrobiło by się parno… Nasi wspólni znajomi: „eh… rozniosło nas po tym świecie…” Pomyślałem sobie, że pomimo tego, że ciągle mieszkam w Mikołowie, to jednak więcej aktualnych znajomych mam poza Mikołowem. „Wciąż nowych masz przyjaciół, starych przykrył kurz..” I dlatego postanowiłem nad tym popracować. Wystarczyło częściej jeździć do szkoły autobusem 41, aby przeprowadzić kilka ciekawych rozmów ze znajomymi. Ostatnio, gdy jechaliśmy w piątkę aż miejsc zabrakło, aby wszyscy siedzieli koło siebie. Aktualnie, wracając autobusem o dowolnej porze z wydziału, zawsze kogoś znajomego spotkam. Ostatnio K. podzieliła moje zdanie: Przecież kiepsko się jedzie samemu, ani się uczyć bo się chce spać, książkę czytać też źle, ponieważ ciężko się skupić. Najlepiej się z kimś rozmawia, droga szybciej mija a ciekawy temat do rozmowy znajdzie się zawsze. Raz stanąłem przed ciężkim wyborem, ponieważ na przystanku byli znajomi z 33 i 41… To jedna z tych kilku chwil, kiedy żałuję, że nie mogę się rozdwoić ;) (proszę potraktować to przymrużeniem oka.)

   Sny… Dlaczego śnisz mi ciągle, pomimo tylu lat w których nie widziałem Cię na oczy? Przecież murek, skrawek parku i krawężnik nic nie mówią, zdjęć nie ma na papierze, tylko czasem widzimy się z daleka odwracając głowę w tych samych miejscach… Bo to mi kiedyś raz jeden tylko pomyliły się numery telefonów, drzwi do których miałem dzwonić, kubki z których lubiłem pić herbatę. A teraz los rzucił dwa sny w jedno miejsce na Świecie, w jedno miasto w Polsce… Zapomnieć trzeba, ale pamiętać o tym, że pomimo setek walk, rama jest ta sama, tylko obraz ciężko dopasować…

Hasło: „Wczorajsze słońce miało taki sam kolor, jak pół roku temu, gdzieś daleko stąd..”

podsumowanie 2010 2011.02.12 11:24
   Na uczelni ferie rozpoczęły się na dobre. Jeden tydzień zapomnienia o Gliwicach jest wyśmienitą okazją do nadrobienia braków snu. Oaza spokoju, prawie nic więcej mi nie potrzeba. Wypadało by podsumować jeszcze 2010 rok. W końcu pierwsza notka w nowym roku zawsze była ukłonem w stronę minionego. A więc do dzieła!

   Jaki był rok 2010? (w pytaniach i odpowiedziach)
   Dla mnie nie należał do najgorszych, a wręcz był sowity pod względem niespodzianek losu, które mnie spotkały. Miłych naturalnie! Wydarzenia w kraju i na Świecie były jednak nie najlepsze… Kwiecień 2010, potem wielkie powodzie w Europie, które miały miejsce późną wiosną i trwały jeszcze połowę lata. Lipiec to bardzo dotkliwe susze. Poprzez anomalia pogodowe, które towarzyszyły środkowe Europie w sumie przez prawie pół roku, było bardzo mało owoców.

   Czy można było temu zapobiec?
   Pewnie tak. Gdy podróżujemy po Polsce, każdy z nas może zauważyć, że dna rzek są bardzo zaniedbane. Koryto w którym płynie średniej wielkości rzeka (gdy powiedzmy przez 3 tygodnie nie padało), ma szerokość 4 – 5m. Gdy spadnie deszcz, szerokość koryta wzrasta, prawie natychmiastowo, do 15m. Co się dzieje, z wspomnianymi 10m koryta rzeki podczas upałów. A no pięknie wygrzewają się tak rzeczne kamienie, suszy się muł, zaczyna porastać trawa. Dla mnie jest to absurdalnie logiczne, że wspomniani lokatorzy wolnego koryta rzeki w czasie suszy bardzo utrudniają przepływ wezbranej wodzie podczas wezbrania. Moim zdaniem, gdyby usunąć wszystkie przeszkody z koryta rzeki, zabudowując nimi wały mamy następującą sytuację: pogłębienie koryta rzeki o 0,5m i podniesienie wałów o przynajmniej 2 m! Kolejna sprawa. Kto normalny buduje dom na polderach (czyli terenach zalewowych)? Poniekąd zastanawiałem się nad tym problemem od dawna – dlaczego ludzie budowali miasta, osady, domy w miejscach bardzo niebezpiecznych? Każdy z nas doskonale zna tragedię mieszkańców Pompei, chyba nie było by aż takiego kłopotu osiedlać się 10km dalej... Z siłami natury człowiek nie ma szans. Mało tego… W tym roku gdzie wylewały rzeki, rolnicy sprzedali swoje pola, ludziom, który zamierzają się budować… I błędne koło się zamyka. Kupno działki, budowa domu, prace wykończeniowe i na dzisiejsze czasy kosztuje to bardzo dużo pieniędzy, około 400tys. zł. Są ludzie, którzy wybudowali dom, na który zaciągnęli kredyt a woda wszystko zabrała… Pech, czy nieroztropność? Będąc na ślubie, na który zostałem zaproszony, miałem okazję posłuchać bardzo pięknego fragmentu Ewangelii, o zbudowaniu swojego domu na skale. Tego też dotyczyło prawie całe kazanie księdza. Rodzina tak i dom w którym będzie się zamieszkiwało przez całe życie należy, a wręcz trzeba zbudować na dobrych fundamentach (wiara w Boga / solidna konstrukcja fundamentów domu), z dala od możliwych niebezpieczeństw (z dala od grzechu / w bezpiecznej odległości od wody która może wylać i zalać dom, i innych naturalnych przeszków), trzeba konserwować potem cały dobytek aby jak i rodzina jak i dom się nie zniszczyły.

   Czy to trudne?
   Chyba tak, ale na pewno jest wykonalne, a zapłatą za trud będzie szczęśliwe życie w spokoju.


Hasło: „Czasami warto się spocić.”
Święta 2010 2010.12.24 21:54
 http://www.blog.timik.pl/wp-content/uploads/2008/12/choinka1.jpg       
   Za oknem prawdziwa cicha noc… Niebo rozświetlone tysiącami gwiazd, wszystko przyprószone delikatną warstwą śniegu, mróz maluje na oknach bajkowe pejzaże. U mnie w domu już po uroczystej Wigilii, rozdaniu prezentów, złożeniu sobie wzajemnie życzeń. Gitarowy koncert kolęd już miał miejsce, jak co roku z resztą. Choinkę dziś uciąłem z mojego ogrodu – piękna sosna przystrojona jest kolorowymi światełkami. Przez całe popołudnie pisałem i odpisywałem na SMS’y z świątecznymi życzeniami. „Tak gdzie zawsze i tam gdzie jeszcze nigdy” – czyli z jakich sieci bazowych korzysta operator aby wiadomość doszła do celu. To mnie najbardziej cieszy, że pomimo długich lat prawdziwi przyjaciele zawsze piszą. Kolegi Puczoka nie widziałem już kilka lat a od gimnazjum zawsze wysyłamy sobie SMSy na takie świąteczne okazje – urodziny czy Święta. To mnie bardzo cieszy, że miałem okazję spotkać na swej drodze po prostu dobrych ludzi. Czasem to wstydzę się za swoją postawę, że nie ma okazji przynajmniej raz na rok się spotkać. A to wszystko przez realny brak czasu. Czasem zastanawiam się, czy takie życie w ciągłym biegu się opłaci? Jestem wszędzie a nie ma mnie nigdzie – zawsze mam tyle spraw na głowie, że gdy jest wieczór to lubię posiedzieć sobie w moim pokoju i najnormalniej w Świecie odpocząć… Chyba od dwóch tygodni jestem starostą grupy – do końca nie rozumiem dlaczego to ja zostałem wybrany i w jaki sposób. Grupa zapewniła mi tym sposobem codzienną rozgrzewkę – zawsze trzeba coś załatwić, najczęściej na wczoraj, a gdy nie opłaca mi się czekać na windę (a nie opłaca) to biegam po schodach – szybciej i przy okazji sobie potrenuję. Gdy pierwszy raz wszedłem z parteru na 9-te piętro odczuwałem zmęczenie, a teraz tylko kilka szybkich i głębokich oddechów i już jestem świeży! Na razie podoba mi się ta funkcja – fakt, czasem jest młyn, ale staram się organizować prace, aby każdy był zadowolony (a przede wszystkim ja). Jutro rano udam się do Kościoła na uroczystą, Bożonarodzeniową Mszę Św., gdzie głośny śpiew kolęd i zapach świerków pozwala zapomnieć o codziennej bieganinie. Spokój, czas spędzony z rodziną w miłej atmosferze, ubogacają duchowo każde przeżywanie Świąt. Teraz zjadłem przepyszne makówki a jutro kołacz od znajomego cukiernika (jednego z najlepszych w Mikołowie) wypiekany na maśle – poezja smaku!

Wesołych Świąt moi Drodzy Czytelnicy! Niech i dla Was ten czas będzie spędzony w miłej atmosferze z rodziną, obfitujący w ciepło i miłość.


Hasło: „Aby zawsze było przynajmniej tak piękne!”
 
wakacje 2010! 2010.11.14 15:21
     Ostatnio sam się zatrwożyłem, gdy spostrzegłem się, że od prawie dwóch miesięcy na blogu nie pojawiła się nowa notka. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko jedno słowo, które dość obficie wyczerpuje temat przeprosin: „studia.” Teraz jest chyba jeden z najcięższych semestrów jak dotąd. Jednakże nie będę Was, moi Drodzy, zanudzał ciężkostrawnymi opowieściami o szkole przetrwania na „Wieży Magów.” No, może poza jedną, dość wesołą historią :D Wracamy się w czasie do początku lipca. Wakacje w pełni, za oknem cieplutko, 38°C w cieniu, daktyle kwitną. W dniu po moich urodzinach zdecydowałem, że swoją pierwszą walkę w 21 roku życia rozpocznę od próby zaliczenia jednego z dwóch najcięższych przedmiotów na moim kierunku. Gdy przekroczyłem drzwi, gorączkowo zacząłem szukać swojej oblanej pracy. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu prowadzący nie sprawdził jednego zadania i… zaliczyłem przedmiot. Moją radość może tylko opisać grupka ludzi, która wtedy mnie widziała. Gdy jeszcze raz udałem się w ten zatłoczony korytarz dostrzegłem koleżankę, która na przywitanie złożyła mi życzenia z okazji urodzin. Byłem tak rozemocjonowany zdaniem przedmiotu, iż wyleciało mi z głowy, że koleżanka Magda ma urodziny w tym samym dniu, co ja! Gdy przypomniałem sobie o tym fakcie, niezwłocznie złożyłem koleżance życzenia.
     Gdy ktoś mnie zapyta o losowe spełnianie marzeń na ścieżkach życia to odpowiem mu, że czasami wystarczy pomyśleć jedną myśl, a nic nie marząc, niespodziewanie spełni się takowe marzenie. Pierwsze potwierdzenie mojej szumnej teorii spotkało mnie już w drugiej połowie lipca. Raz, gdy kupowałem coś do akwarium, zamyślony wizualizacją kompozycji w zbiorniku, przeszła mi myśl: „ciekawie było by tutaj pracować…” Pewnego dnia, znajomy zaproponował mi pracę właśnie w tym sklepie akwarystycznym! Po dłuższym namyśle, zgodziłem się. Myślałem sobie: „taka praca to jest fajna, siedzi się 7h w przyjemnym sklepiku, można od czasu do czasu z kimś pogadać, zaopiekować się ferajną i na pewno się przy tym nie spocić.” Po pierwszym tygodniu takiej pracy szybko zmieniłem zdanie…, ale w następnych dniach drugiego tygodnia wszystko ogarnąłem i okazało się, że nie jest to takie straszne. Nawet bardzo mi się to spodobało. Dzięki Bogu nie miałem żadnych niespodziewanych problemów. Czasami odwiedził mnie jakiś znajomy. Pamiętam akcję jak Rajfus przyszedł do mnie do sklepu z lodami… Ja akurat rozmawiałem z klientką a w drugiej ręce miałem roztopiony lód. Gdyby było mało kolega od razu uciekł, tłumacząc się potrzebą odebrania siostry Ani od okulisty. Dobrze, że akurat nikt nie przyszedł z klientów, bo nie wiem jak bym miał obsługiwać ludzi… Nabrałem doświadczenia w rozmowie z kompletnie nieznanymi ludźmi, poznałem kilku nowych znajomych. Jednak największą satysfakcją dla mnie był fakt, że moja akwarystyczna wiedza pozwoliła wyjść kilku osobom z problemów. Sugestie, opinie, możliwości zmian w sprzęcie czy w doborze roślin, okazały się w większości trafione! Wydarzenia te pozwoliły mi na sprawdzenie mojej dotychczasowej wiedzy w warunkach bojowych! Czas pracy w sklepie obfitował również w wiele szczerych rozmów o życiu, poglądach politycznych, oraz ocenie wartości moralnych prezentowanych przez większość społeczeństwa.
     Sierpień… Od pewnego czasu odczuwałem dość silną potrzebę udania się na dobrą imprezę, żeby odpocząć i przy dobrej zabawie, zrelaksować się. Myślałem również o ciekawym zakończeniu wakacji, ale jakoś nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Zajęty pracą w sklepie nie zastanawiałem się nad szybkim rozwiązaniem moich zamysłów. Po raz kolejny okazało się, że najlepszym sposobem jest pozostawienie takich spraw czasowi, losowi, przeznaczeniu bądź po prostu swojemu biegowi. Chyba w połowie miesiąca odwiedziłem koleżankę XY, która to właśnie nieoczekiwanie i niespodziewanie rozwiązała moje dywagacje na temat: gdzie, z kim, co i jak? Po wytwornym obiedzie (chyba XY pobiła wszystkie takie czy inne „obiady”) poszliśmy na spacer, na którym zostałem zaproszony na wesele. W pierwszej chwili nie ukrywałem, że byłem w ogromnym szoku! Pomyślałem sobie: „Alex, kto, jak kto, ale Ty na taką imprezę?!...” (osobiście nie jestem jakimś wielkim wyjadaczem nocnych zabaw) „Ale z drugiej strony byłbym chyba największym idiotą na świecie gdybym nie skorzystał, poza tym już od jakiegoś czasu szukasz miejsca na dobrą zabawę.” Teoretycznie zgodziłem się od razu, ale nie powiedziałem o tym, gdyż chciałem XY potrzymać jeszcze troszkę w niepewności. Musiałem też troszkę marudzić, nie byłbym sobą… ;) A jeszcze stwierdzenie: „Ty jesteś prawdziwym Ślązokiem więc z moimi się łatwo dogodosz” było jak zagranie po moich najczulszych strunach. W swoim życiu dość mocno przywiązałem się do mojej „małej ojczyzny”, do tutejszej gwary, obyczajów, tradycji, ludzi, kultury oraz nietuzinkowej szczerości i otwartości serc, że nie wyobrażam sobie życia, na dłuższą metę, poza granicami Śląska. I czułem się tak jakbym był wśród "swoich," jakbym znał tych ludzi od lat... A zabawa była po prostu wyśmienita. Od trzech lat nie byłem na tak dobrej imprezie. Gdy zapoznawałem się z D. XY przyszła do nas oznajmić, że już jest gotowa do wyjścia a myśmy zaniemówili z wrażenia… XY tak ładnie wyglądała, że nie umieliśmy nic powiedzieć. I przetańczyliśmy całą noc. Gdy kierowca odwoził mnie do domu wspominaliśmy przepiękne kazanie, jakie wygłosił proboszcz na ślubie. Drugiego dnia gdy się obudziłem odczułem, że nogi mogą mi odmówić posłuszeństwa, więc zjadłem tyle magnezu aby nie dostać nie przewidzianych skurczy. XY (jak to powiedziała jej siostra) bolały nogi i się nienajlepiej czuła, więc znaczną większość czasu przetańczyłem z jej siostrą, nie będę przecież XY zamęczał. A z siostrą XY mi się najlepiej tańczyło – kiedyś chciałem wyciągnąć XY na kurs tańca, ale pomysł jakoś przepadł. „A nie mówiłem, że warto było iść?” A siostra miała okazję się nauczyć profesjonalnego tańca, a wystarczy, że jedna osoba umie tańczyć to od razu się to czuje. Cały czas spędziłem na parkiecie z A3, a gdy wróciłem do domu i po ściągnięciu butów miałem aż mokre skarpetki, to zorientowałem się, że wytańczyłem się jak nigdy. Musiałem wrócić z drugiego dnia troszkę wcześniej bo ciążył na mnie obowiązek pracy a tam nie mogłem się spóźnić. Odciski dokuczyły mi jeszcze do czwartku, nie wspominając już o otarciach. Nie wiem ile razy dziękowałem za to zaproszenie, ale mogę zrobić to zawsze jeszcze jeden raz ;) Bo ubawiłem się jak jeszcze nigdy! Gdy wracałem z drugiego dnia, ujrzałem na niebie "spadającą gwiazdę" (oczywiście był to bolid - ciało niebieskie, które spala się w atmosferze około ziemskiej, na krótko świeci jasnym światłem, czasem słychać wybuch podczas eksplozji materiału skalnego.) Pomyślałem sobie wtedy życzenie, zgodnie z tradycją - ciekawe czy się spełni...
     I tym oto sposobem dobiegły końca beztroskie wakacje, znów trzeba było wrócić do szarej codzienności, wrócić na wydział, do starych problemów, zbioru walk, chybionych złudzeń, że może tym razem będzie lżejszy semestr… Gdy zaczął się rok akademicki, przeglądałem sobie ogłoszenia na głównym korytarzu. „Sylwester w Paryżu…” pisało na jednym plakacie i się troszkę rozmarzyłem…:P „No, ale to może za rok!!” pomyślałem sobie i poszedłem po kurtkę do szatni.

Hasło: „Czasem aż boję się marzyć…”
:) 2010.08.27 22:13
Ledwo wróciłem do domu, a babcia od progu zawołała: „Michał dostałeś kartkę!” To bardzo miły gest za co bardzo dziękuję. Dwa loty do Pragi w ciągu jednego dnia nieczęsto się zdarzają, szczególnie w takim stylu. Stolica Czech to bardzo piękne i urocze miasto. Osobiście najczęściej w Czechach zaglądam do Czeskiego Cieszyna, który również jest malowniczym miastem. Ogromny Rynek oraz szerokie ulice nie raz oczarowały mnie swym blaskiem. Ale Sąsiad wytyczył szlak podróży na przyszły rok w inny kraj i jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zagościmy szerszą paczką w Chorwacji. Gdy podzieliłem się pomysłem z kolegą Rajfusem, usłyszałem: „Alex, ja mogę nawet zaraz jechać.” Gdyby udało się zamknąć sesję w czerwcu i praktyki nie stworzyły by poważniejszych problemów odkurzamy paszporty. „Zostawiamy na te dwa tygodnie cały Mikołów, wszystkie zagmatwane (mniej lub bardziej) sprawy i problemy i wiooo. Autostrady są szerokie, dwa dni z noclegiem i potem już tylko cień, koc na kamienistej plaży i nowe zmartwienia: czy woda ma 28 czy może 29 stopni, itd.” A to wszystko po to by odpocząć, na chwilę zapomnieć o problemach, a odpoczynek, komu jak komu, ale nam się należy. Każde studia są ciężkie, EiT tym bardziej. Od samego rana, jak przechodzę przez drzwi wydziału, przenoszę się w inny świat. Jest mało takich miejsc, gdzie niema rzeczy niemożliwych, a wydział do nich należy. Gdy przypatrywałem się zagadnieniom z dziedziny programowania ewolucyjnego przez chwilę wydawało mi się, że to po prostu nierealne, ale po dłuższym zastanowieniu się (a przede wszystkim zobaczeniu efektów realizacji zagadnienia) byłem zaskoczony. Podczas pisania notki, obok mnie na biurku są otwarte notatki z układów analogowych, gdyż został mi jeden egzamin. A gdy w październiku spotkam się ze znajomymi na wydziale, rozpocznę kolejny rok znanym zdaniem: „Od tego roku, bierzemy się do roboty!” (Robson wypomina mi to przy każdym nie przygotowaniu się na ćwiczenia, laboratoria, z resztą gość ma rację, czasem brakuje mi silnej woli...)


Hasło: „Wszystko zaczyna się od marzeń!”
2010.06.27 12:21
    Jeszcze tylko jedno kolokwium i przerwa do września! Wakacje – to czas w którym budzę się około godziny 10:30, nie martwię się o kolejny dzień i leniuchuję na całego. Po naprawdę ciężkim roku zmagań na „Samogłoskach” (czyli AEI) należą mi się pełne dwa miesiące laby, a co! Już wiem na pewno, że będzie trzeba wprowadzić pewne zmiany w szkole, ale na utworzenie nowego składu w starym dream team’ie mam jeszcze czas. Teraz moim jedynym zmartwieniem będzie pogoda. Oby zawsze było w miarę ładnie, nie za ciepło, nie za zimno a w sam raz.
    Gdy wracałem w piątek jeden człowiek zapytał mnie na przystanku w Gliwicach czy 41 zatrzymuje się na ulicy Pszczyńskiej. Fakt, że patrzył po Mikołowskich przystankach był głównym powodem, że pomyślałem sobie o jednej z mikołowskich ulic. „O widzi Pan, numer 306, fabryka...” powiedział gość pokazując mi adres firmy. Odrzekłem: „Numer ten wskazuje na to, że to już są Wyry i od Mikołowa trzeba się przejść ponad 2km, więc sugerowałbym podjechanie autobusem”. Rozmówca słysząc to, nerwowo zadzwonił do kogoś i się oddalił. Ja wsiadłem do autobusu i nagle, po przejechaniu 5 przystanków minął mi napisz: „Ul. Pszczyńska 306” i sobie w momencie uświadomiłem, że mogło mu chodzić o Gliwice a nie o Mikołów. I w momencie zacząłem się rozglądać po współpasażerach. Całe szczęście, że gościa jednak nie było, wysłałbym go na drugi koniec Świata i jeszcze nic by nie załatwił. W końcu nie jednemu psu burek na imię.


    Hasło pod dzisiejszą notką jest zaczerpnięte z kazań w pobliskiej parafii, kolega zawsze umieszczał je w opisie na gg gdy zaczynały się wakacje – Pozdro dla Recza! ;)

Hasło: „Nie ma wakacji bez Pana Boga.”
poetycko :) 2010.05.13 18:01
Najpiękniejszą barwę ze wszystkich kolorów Świata
Spotykaną w spiętrzonych falach morza
Tętniącą na bezchmurnym niebie dnia
Na skraju górskich przełęczy
I na bezdrożach bezsensownych dróg
W miejscu gdzie jest życia Wieczność
Na łąkach ludzkich myśli łan
W przestworzach marzeń szybujących
Ku błękicie jak rozmarzony czas
Daleko, za stumilowym lasem
Za morzem nieprzespanych nocy
Za niezdobytymi pasmami dawnych marzeń
Jest miejsce w którym inaczej płynie czas!
Gdy zamykam czasem moje oczy
Myśli same fruną tam
W miejscu gdzie miód i ambrozja
To jedyny posiłek dnia
Za oknem, wśród padołu godzin
Codziennych zawalonych spraw
Wracam do miejsc błękitnego dnia
Gdzie można patrząc w końcu widzieć
Co w głębi każdy w sercu ma
Ogromne może radości
Dni, do których pamięciom sięgam
Otwierając kolejny rozdział snów
Wiedząc, że marzenia się spełniają
Po walkach nadludzkich sił
Czasem sobie odpoczywam
Na bezkresnych morzach zielonych traw
Wpatrzony w śmietanowe obłoki
Uniesiony przez za-trzy-ma-ny czas...


Hasło: „Przetrwać trzeba się nauczyć, a nie dać sobie spokój!”
2010.04.01 21:35
Przechadzając się po cmentarzu na Paprocanach można zauważyć jeden pomnik, na którym jest napisane: „W życiu piękne są tylko chwile.” Wszyscy się zgodzą z wyrytym na grobie Ryśka Riedla cytatem, ponieważ z setek dni życia pamiętamy tylko niektóre sceny, sytuacje, wydarzenia, przygody. Barwność tych chwil powoduje, że z chęcią sięgamy do życiorysu zdarzeń przypominając sobie ten miły czas. Po zastanowieniu się przez chwilę przychodzi pytanie: dlaczego całe życie nie mogłoby być piękne? Przecież starając się żyć bez „niemiłych niespodzianek” można by sobie zbudować istny raj na Ziemi. Prawdziwe i szczerze miejsce, gdzie z chęcią by się powracało po ciężkim dniu w szkole, czy w pracy. Byłoby się w 100% pewnym, że zawsze ktoś czeka z ciepłym i pysznym obiadem. Gdzie można się pobujać... Chyba dwa tygodnie temu, na okienku przed laborkami, leżałem sobie na ławce na 7 piętrze wydziału. Gdy popatrzyłem na błękitne niebo, na którym było widać potężne śnieżnobiałe cumulusy, ociężale płynące po średnich partiach atmosfery, powiedziałem do moich znajomych: „Wiecie co, teraz chciałbym być w górach. Leżeć gdzieś na zielonej hali, nieopodal las, po prawej stronie na wysokich szczytach dostrzec można śnieg, wieje lekki wiatr, temperatura w sam raz, o deszczu w prognozie pogody na najbliższe godziny zapomnieli...” Gdyby nie fakt, że za jakąś godzinkę musiałem stawić czoła badaniu dokładności miernika napięcia przemiennego i gdyby akurat trafił się jakiś weekend majowy od razu pojechałbym do domu się pakować. Czasami tak sobie myślę, dlaczego jest na Świecie jak jest. Dla mnie najprostsza odpowiedź na to pytanie wyczerpuje się w dwóch tematach: są ludzi, którzy stracili wiarę w Boga i w marzenia. A Świat mógłby być jak z marzeń....









Nadchodzą Święta Wielkanocne. Na ten czas życzę wszystkim spokojnego i radosnego Świętowania Zmartwychwstania Pańskiego. Niech chwile spędzone w rodzinnym gronie przyniosą dużo sił na codzienne zmagania.








Hasło: „Mokrego dyngusa – wody nie żałować!”

2010.02.26 20:57
Zdarzyło się jeszcze w 2009...
    Nie chciałem pisać tej notki, załączając ją do podsumowania. Pewnie zastanawiacie się, o czym chciałbym Wam, moi Drodzy Czytelnicy opowiedzieć. Zapraszam do lektury!
    Kolejny wtorek na wydziale. Humor bardzo mi się poprawił po otrzymaniu wyników kartkówek, i gdy kolega Robert zapytał mnie czy pomysł pójścia na miasto, podczas cztero godzinnego okienka jest aktualny. „Oczywiście, że idziemy!” – wręcz byłem zbulwersowany tym pytaniem, gdyż było to dla mnie oczywiste. GPS’em kierowaliśmy się w stronę sklepu muzycznego, aby rozeznać się w asortymencie gitar elektrycznych. Gdy już w pierwszy sklepie oglądnęliśmy wszystko, poszliśmy do konkurencji, gdzie już znacznie dłużej zabawiliśmy! Okazało się, że na sklepie jest model, który sobie obrałem. Sprzedawca zgodził się, abym mógł go wypróbować. Gdy widziałem, jak gość podpina gitarę do dość poważnego pieca, byłem pewny, że szybko stamtąd nie wyjdziemy. Po szybkim strojeniu, usiadłem
i wziąłem gitarę do ręki. Wpierw, na wyczucie, sprawdziłem jak układają się progi
i zabrałem się do jej testowania. Co tam się działo! Normalnie odpłynąłem – pomimo tego, że gitara nie była nastrojona a na ją pierwszy raz widziałem na oczy, byłem pewny, że ten model będzie u mnie w domu (tylko w innych kolorach). Potem sprzedawca przyniósł jeszcze jedną na próbę i wtedy poprosiłem o tryb przesterowany – popularny „przester”. Ja już byłem ugotowany. Po „chwili” zorientowałem się, po minie kolegi i sprzedawcy, że chyba powinniśmy już sobie iść. Może fizycznie opuściłem budynek ale myślami byłem tak jeszcze przez cały wykład i kolejny dzień. Zamówiłem sobie gitarę przez Internet i pozostało mi czekanie na telefon od kuriera. W końcu zadzwonił. Jeszcze wtedy zbierało mi się na grypę, ale już w gorączce, z zasmarkanym nosem, kichając jak mało kto, rozpakowywałem sprzęt by móc zagrać sobie aby jeden utwór. Ale ten jeden utwór się rozmnożył i tak po trzech godzinach usłyszałem z kuchni: „Michał, ale już na dziś wystarczy!” I chyba, jak na akustyku, nie gram najgorzej, gdyż po pierwszym „koncercie” nikt nie uciekł ;)
    To ten model – Washburn x10.


















Hasło: „Czasami marzenia się spełniają, choć na niektóre trzeba długo czekać.”
 
2009/2010 2010.01.29 23:28
     Pierwszy tydzień zimowej sesji już za mną – karta zaliczeniowa powolutku się zapełnia, jeszcze dwa przedmioty i można iść do dziekanatu tymczasowo oddać indeks. Zastanawiam się, czy może nie poprawić oceny z jednego już zdanego przedmiotu, co widać po braku wpisu. Gdy jednak będą problemy (o wypluć te słowa!) i gdy zachce mi się okropnie wakacji, to poproszę o to co dostałem. Aktualnie walczyć trzeba!

     Jest to pierwsza notka w 2010 roku! Ostatnio mam mało, tzn. bardzo mało, wolnego czasu i niestety notki nie będą się często pojawiać. Pomimo tak napiętego planu dnia trzeba podsumować 2009 rok!

     W styczniu 2009 najmilej wspominam zimową sesję – dokładnie rok temu trwała ona tylko 3 dni! Gdy złapałem ostatni wpis z fizyki, wybiegłem z zaprzyjaźnionego wydziały Górnictwa i Geologii (pozdrawiam!!:P) i pędziłem co sił aby zdążyć przed zamknięciem dziekanatu. Ten powrót do domu zawsze będzie kojarzył mi się z czasem ogromnego rozluźnienia i beztroskiego spokoju. Pod koniec lutego wszystko wróciło do szybkiego trybu życia. Zaczęło się siedzenie po nocach nad sprawozdaniami, myślenie w kółko jak to troszkę ulepszyć aby wynik był jak najbliższy idealnego. W miesiącu lutym okazało się, że nie wszystko czego nauczyłem się w liceum nie poszło na marne. A życie może ogromnie zaskakiwać nawet w najmniej spodziewanych momentach... Co również dało o sobie znać w marcu. Potem był kwiecień i maj... Historia wyrwana z tych miesięcy: „Alex, wiesz czego ja Ci zazdroszczę? Że Ty jesteś taki poukładany.” Byłem zaskoczony tym stwierdzeniem, oczywiście ogromnie dla mnie pozytywnym, szczególnie po ciężkich laboratoriach, z których ja robiłem sprawozdanie... Jednak, gdy się zastanowiłem nad tymi słowami, odkryłem, że były trafne w 100%. W skrócie i na temat: moje marzenia już od kilku lat się nie zmieniły, co pozwoliło mi jakoś ukierunkować życie. Ścieżka marzeń była czasem zmieniana ale cel w ciąż pozostał ten sam. Choć droga ta nie jest łatwa i nie zawsze przyjemna to pomimo tego, że szczyt moich marzeń zawiera się w kilku słowach, czy zdaniach, to wiem, że warto się pomęczyć i spełnić te marzenia. Czerwiec to miesiąc niespodzianek i porażek z PTC, co jednak w perspektywie przyszłych dni nie było takie najgorsze, wręcz przeciwnie! Wakacje rozpocząłem na dobre we wrześniu, po zdaniu trzeciego terminu z cyfrówki, na czas trzech dni. Trzy dni takich prawdziwych wakacji – dużo/mało – i tak i tak. Mikołów nabrał wtedy smaku gorącej czekolady połączonej z czekoladowymi lodami. Miejsca w których jeszcze kilka lat temu kojarzyły mi się z „wielkim oj...” zmieniły swoje dawne zapatrywania na nowe kolorowe dni. W aktualnym semestrze uplasowało się hasło „wielkie oj...” dość trafnie oddające zawiłość problemów merytorycznych związanego z przedmiotami wykładanymi na „Samogłoskach”. Trio AEI, które zachciało mi się oglądać w środku wakacji o 8:00 rano w drodze do biblioteki – do dziś wypominam Rajfusowi, że zachciało mu się jechać o 6:57 do Gliwic w sierpniu do biblioteki... „Nawet kujonów ni będzie rano o tej porze” gadałem zaspany przez całą drogę. Jednak kręciło się poru ziomków, ku memu zaskoczeniu. Reszta roku nauka.


Hasło: „Miało być globalne ocielenie, już posadziłem palmy...”
 
2009.12.24 13:18
http://stara.gorpol.pl/choinka01.jpgKarp, właśnie obrany z jarzyny, już czeka na swoją kolejkę, która ustawiła się do smażenia. Sernik kusząco zakwaterował się w tortownicy, a makówki od wczoraj są smacznymi gośćmi w dość chłodnym miejscu w domu. Za chwilę zaczniemy wykańczać zupę rybną i kroić grzanki. Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia idą pełną parą. Wszyscy domownicy są w pełnej gotowości do pomagania sobie nawzajem, aby ten wieczór był wyjątkowy i odmienny od wszystkich innych dni w roku. Gdy wracałem do domu z wydziału, wraz z ekipą z autobusu, opowiadaliśmy sobie, jak wyglądają Święta u każdego w domu, jakie panują zwyczaje, jakie są ulubione smakołyki i potrawy. I tym razem nie wysiadałem na moim przystanku, tylko pod centrum handlowym, gdzie czekały na mnie przedświąteczne zakupy...
Teraz znalazłem sobie chwilę czasu na refleksję. Właśnie w tym Świątecznym czasie myślę o ludziach, którzy zapomnieli o łamaniu się opłatkiem, o wspólnym śpiewaniu kolęd i o tym co tak naprawdę jest w tym czasie najważniejsze. Żałuję takich ludzi... W swoim życiu spotkałem na swojej drodze wiele różnych poglądów, spostrzeżeń, nie raz uczestniczyłem w dość burzliwych dyskusjach. To jednak zdawałem sobie sprawę, że osoby, które odrzucały istnienie Boga były po prostu nieszczęśliwe. Widziałem jak w niektórych sytuacjach życiowych po prostu nie umieli sobie poradzić. Kompletny brak nadziei na pomyślne rozwiązanie danego problemu życiowego, zagmatwane argumentowanie swoich poczynać jak i światopoglądu sprawiały, że nie zawsze było im łatwo. Ja jestem szczęśliwy, że Święta wyglądają u mnie tak prawdziwie, normalnie, zgodnie z tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie, z wiarą. Ja mam nadzieję, że ci którzy zabłądzili w swoim życiu odnajdą w końcu właściwą drogę postępowania.

Na ten Świąteczny czas życzę Wam, moi Drodzy czytelnicy, wesołych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnej atmosferze. Aby chwile spędzone w spokoju przyniosły wiele niezapomnianych wrażeń i miłych wspomnień na cały czas świętowania. Wesołych Świąt!

Hasło: „O choinka!”
poetycko ;) 2009.11.17 21:20
Jest taki jeden, dość ciekawy ogród
Lepszy od innych, miejskich zagród
Gdzie czas i przestrzeń się w sobie zlewają
I chwile miło tam mijają
Zawsze najpiękniej, o każdej porze
Lato, zima jesień – wiosna tu! W kolorze
Który czasem się dziwnie zmieniał
Przez wieki jednak nie nigdy sczerniał
Niby kwiatki, stokrotki i bratki
Tu obsadzone różami są rabatki
Na schodzie słodko drzemie kotek
Który, mało kiedy, wchodzi na płotek
Są też i jabłka pomarańczowe w smaku
Błyszczą się jakby, były w laku
Czasem śpiew słychać, który nigdy nie gaśnie
Od lat nie mijającej melodii baśni
Choć ten obraz wydaje się bajkowy
To właśnie jest mój zagajnik czadowy
W który pomimo kolorów tęczy blasku
Błękit zawsze miał najwięcej oklasku
Inna to pieśń od pieśni pieśniowych
Pojedynczych nut, może kluczy wiolinowych
I czasem sobie zadaję pytania
W ogrodzie słucham natury odpowiadania
Gdzie, co i jak, kiedy, z kim, o czym mówić
Czy się śmiać, obgadać, a może lody zamówić
Powiedzieć o sobie coś czasem nie zaszkodzi
Zawsze można pomówić o mieście Łodzi
Czy w szklance wody będzie burza?
Na wczoraj-dziś, jutro się rozchmurza!
Czas tu baśniowy i życie baśniowe
Tu można dostać ciasto bakaliowe
Każdy wejść może, wszystkich się zaprasza
Tam gdzie woda światło rozprasza
Malując tęczę nieskończoną
Nie raz od marzeń przepełnioną
„Kto był to wie, kto będzie się dowie”
Słynne motto – to każdy powie
Co już byli: potwierdzą, mało zaprzeczą
Bo stali tuż za tą słynną tęczą
Gwiazda wieczorna już błyszczy na nieboskłonie
Wierszowi temu już mówię: „KONIEC”!



Hasło: „Mieć opis na gg może każdy, wymyślić dobry opis to sztuka.”

rozpisałem się ;p 2009.10.15 22:16
        Drugi rok w Gliwicach zaczął się szybkim skokiem w wir nauki. Indeks oddałem na dwa dni przed końcem sesji, co nie mogło obejść się bez komentarza. „Czasami sesja trwa cztery dni, czasami cztery miesiące.” – na początku żałowałem, że w czerwcu wszystkiego nie zdałem. Z techniki cyfrowej dostałem zaproszenie na wrzesień. Wiedziałem, że o miesiąc wakacje będą krótsze i to mi się wcale nie podobało. Teraz widzę, jak mocno się myliłem. Przecież przed laboratoriami zawsze są wejściówki, które trzeba zdać, a skoro się uczyłem do egzaminu nie muszę teraz siedzieć na danymi problemami bo jestem „na świeżo.”
        Przez wakacje się dużo zapomina i trzeba sobie w odpowiedni sposób przypomnieć co, jak, z czego i dlaczego. A wakacje miło mi minęły. Spanie do południa przez około 12 godzin, było czymś na co od roku nie mogłem sobie pozwolić. Przez pierwszy rok studiów bywało, że sypiałem średnio po pięć godzin na dzień, a zdarzało się znacznie mniej. Na początku wakacji moi przyjaciele zrobili mi ogromną niespodziankę na urodziny – mówiąc szczerze byłem ogromnie zaskoczony w bardzo pozytywny sposób. Lipiec upłynął pod znakiem leniuchowania. Możecie sobie wyobrazić, jakie piękne są chwile, gdy jest piękna pogoda, na nic się nie trzeba uczyć, z dala od telewizorów i telefonów komórkowych i marząc, żeby ktoś zatrzymał czas. Nadszedł sierpień. Gdzieś w połowie miesiąca zgadaliśmy się z kolegą Rajfusem, że jedziemy do biblioteki po książki, bo podczas roku akademickiego ciężko cokolwiek wypożyczyć. I nic w tym nie było by dziwnego czy zaskakującego, gdyby nie godzina wyprawy autobusem linii 33. „No to jedziemy tym o 6:59 w centrum” – w pierwszej chwili myślałem że to żart. Ale okazało że Rajfus mówił to na serio... Wtedy, od dłuższego czasu wstałem o 6:10 a tak budziłem się koło 10.00 :P Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nie było wcale pusto! Myślałem, że oprócz portiera nie będzie nikogo. Ja narzekałem: „Największe kujony nie jadą w środku wakacji do biblioteki! Tym bardziej że o siódmej rano..” ale przynajmniej na biblioteczce leżą względnie nowe książki. Nadszedł wrzesień, który ciągle przypominał, że ostatni tydzień jest pod znakiem jazd do Gliwic. Można powiedzieć, że miałem dwa i pół dnia wakacji, ale za to jakich! Dobrze, że Mikołów sam w sobie już jest pięknym miastem, a biorąc pod uwagę nietuzinkowy klimat i ciągłą modernizację miasta zachowując klasyczny styl, można sprawić, że każdy kto miał okazję poznać początek trasy linii „Dyliżans” (41), chciał tu wrócić. Żeby zawsze wakacje rozpoczynały się w podobnym stylu!
        Za oknem co jest to każdy widzi. W lato koleżanka oceniła wynik mojej ciężkiej pracy w ogrodzie: „Alex, jakie Ty masz piękne róże!” a ja na to: „Dziękuję, ale wiem o tym, gdyż...”

Hasło: „...Do zaczarowanego ogrodu trafiają tylko najpiękniejsze kwiatki.”
2009.09.07 21:14
   Pewnego razu, podczas zajęć punktowanych z programowania (za poprawnie działający program w danym języku otrzymuje się punkty) mieliśmy skrzydlatego gościa... Okno na szóstym piętrze naszego wydziału było otwarte na oścież. W klasie było słychać pomruk dość szybkich uderzeń w klawiatury. Prawdopodobnie ten fakt zaciekawił pewnego gołębia, który przyleciał na parapet, a już po chwili zawadiacko spojrzał przez okno i dumnie wkroczył do sali. Siedziałem przy stanowisku najbliżej tego okna co pozwoliło mi na dokładną obserwację zdarzenia (wykorzystałem podzielność uwagi pisząc program). Gołąb opornie nie chciał odlecieć. Gdy odgoniony, wrócił po raz drugi, zmieniono sposób otwarcia okna i zostawiono odchył. Dwa tygodnie później sytuacja się powtórzyła ;)
   Najwięcej czasu zawsze zabiera przygotowanie sprawozdania z laboratorium. Nie raz siedziałem w weekendy po nocach, aby uzyskać sensowne i satysfakcjonujące wyniki pracy sekcji. Starałem się jak tylko mogłem i umiałem – pracowałem bowiem na ocenę moją i kolegi, z którym wspólnie pracowaliśmy. Robert zajmował się elektrotechniką, fizyka należała do mnie. Kiedyś w sobotę, na zegarze widziałem tylko trzy cyfry: 0:30, a jeszcze nie miałem przygotowanego sprawka, chyba miałem wtedy jakiś problem, co nie rzadko się zdarzało. Byłem śpiący jak mało kiedy. Ale pomyślałem sobie: „Kurcze Alex! Robert nie spał całą noc aby zrobić sprawko i namęczył się przy tym znacznie bardziej niż Ty. Jest dopiero w pół do pierwszej, a Ty już chcesz iść spać?!”. I to mnie zmobilizowało do działania. Wytężyłem swoje siły, jeszcze raz wszystko na spokojnie przemyślałem i policzyłem jak trzeba. Gdy tylko zapisałem poprawny wynik nacisnąłem czerwony klawisz od listwy zasilającej komputer i lampkę na biurku, po czym od razu przykleiłem się do poduszki. A treści laboratorium... Przez kilka tygodni miałem do czynienia z laserami, pryzmatami, pierwiastkami promieniotwórczymi (zapisaliśmy 700 pomiarów wtedy...), prądem potężnej cewki, sięgającym 7A (prawo Malusa i stała Verdeta – to był dopiero wyczyn!). Nigdy nie zapomnę dnia wpisu z laboratorium fizyki – gdy wyszedłem z mojego wydziału lało jak z cebra. Miałem na sobie tylko krótki rękaw, a trzeba było przejść około 100m na wydział GiG’u. Jeszcze przed wejściem do sali woda spływała ze mnie – byłem cały mokry. Ale ten wpis był tego wart!

W galerii umieściłem kilka fotografii z mojego ogrodu - http://galeria.interia.pl/galeria,g_id,96110 zapraszam!

Hasło: „Dobry wykres to podstawa!”
dream on 2009.08.09 21:26
„Marzenia nic nie kosztują.” – to prawda i każdy zgodziłby się z przytoczoną sentencją. Marzenia są ogólno dostępne, nikt nie wprowadził ograniczenia na ilość marzeń, czy czas podczas którego marzymy. Marzenie to najczęściej miła myśl, którą chcielibyśmy aby się spełniła w przyszłości. Marzenia wytyczają pewne cele w naszym życiu, kształtują bieg wydarzeń, pociągają za sobą nasze chęci i motywację do działania, które zmierza do uzyskania zamierzonego celu. Od najmłodszych lat człowiek, chcąc kształtować swoje przyszłe życie, zaczyna zastanawiać się nad tym co będzie w przyszłości robił. Każdy z nas pamięta kim chciał zostać, gdy dorośnie. Ja gdy byłem mały dzieckiem, chciałem zostać astronautą, aby latać w przestrzeni kosmicznej oraz odbyć podróż na Księżyc. W bezchmurną noc wychodziłem przed dom z lornetką i patrzyłem na rozgwieżdżone niebo (co mi do dziś zostało ;) ). Nauczyłem się nazw kilku gwiazdozbiorów jak i innych obiektów na nocnym niebie. Dzisiaj, gdy wracam do tych marzeń, wyobrażam sobie ludzi żyjących około 100 lat temu. Każdemu marzycielowi o podobnych marzeniach odbierano cień szansy na ich spełnienie, mówiąc, że to po prostu jest niewykonalne. Wiek XX, szczególnie prace nad bronią rakietową podczas II Wojny Światowej zaowocowały powstanie w latach 50-tych myśl, nad wysłaniem człowieka w kosmos. Gdy Prezydent Kennedy w 1959 roku powiedział, że za 10 lat po raz pierwszy w historii ludzkości, Amerykanin stanie na księżycu, inżynierowie w NASA byli w szoku. Nikt nie spodziewał się tego typu oświadczenia. Jednak po kilku dniach namysłu, stwierdzono że jest to wykonalne. Nikt jeszcze nie wysyłał człowieka tak daleko, nikt nie wiedział czy prawa fizyki są również takie same w kosmosie. Lecz po wielu latach pełnych ciągłej walki inżynierów, fizyków, lekarzy, astronautów, 20 lipca 1969 roku można było na całej ziemi usłyszeć słowa: „Orzeł jeden wylądował”, a już po chwili, gdy serce Neil’a Armstrong’a uderzało z częstotliwością 170 uderzeń na minutę (ze strachu, każdy by się bał i ze szczęścia, że doleciał), na całej kuli ziemskiej usłyszano, że „jest to mały krok dla człowieka, ale wieki dla ludzkości”. O takim wyczynie marzyli już w starożytności, marzyła ludzkość.... do 1969 roku, kiedy to marzenie się spełniło. To najlepszy dowód na to, że warto marzyć, bo: (patrz hasło)

Hasło: „Marzenia się spełniają.”
2009.07.08 19:19
„Człowiek – to brzmi dumnie” – z tą piękną sentencją spotkał się chyba każdy z nas. W tych kilku prostych słowach dostrzega się cechy człowieka. Co jednak, gdy spotykamy się w życiu codziennym z zachowaniami radykalnie przeczącymi godności osoby ludzkiej? Co się dzieje, gdy człowiek zapomina kim jest? Nie mogę zapomnieć widoku, kiedy kompletnie pijana kobieta, była wieziona na wózku ze złomem przez kolegów będących na rauszu w mniejszym stopniu. Gdy raz wracałem z Politechniki, widziałem jak mężczyzna w średnim wieku, pił piwo z roztrzaskanej butelki na chodniku. To są przykłady kompletnej ruiny człowieka. Kompletny brak szacunku wobec siebie samego i rodziny, brak jakiejkolwiek godności. To smutne, że człowiek sam na własne żądanie może stoczyć się do aż tak niskiego poziomu. Komuś mogło się w życiu nie udać z pracą więc zbiera złom – takie postępowanie jest pozytywne, ale czy po sprzedaniu kilkunastu kilo żelaza należy udać się do najbliższego sklepu aby kupić tani alkohol? Są miejsca w kraju, gdzie ponad połowa mieszkańców nie ma stałego zatrudnienia, ale nie należy się od razu poddawać. Pomijając już przedstawione powyżej dwa obrazy stoczenia się człowieka, należy pomyśleć o najbliższej rodzinie tych osób. Co może pomyśleć dziecko widząc kompletnie nietrzeźwego rodzica, co gorsza widząc obu nietrzeźwych rodziców... Każde dziecko czeka na powrót rodziców z pracy, chce podzielić się swoimi przeżyciami, nawiązać rozmowę, czy po prostu się wspólnie zabawić – jak to zwykle jest w normalnych rodzinach. Nawet nie mogę sobie wyobrazić, co musi czuć dziecko, które witając wracającego do domy rodzica, słyszy pijany bełkot. Dzieci w tych rodzinach codziennie mają nadzieję, że może dziś będzie inaczej... Tak się dzieje do pewnego momentu, od którego zaczynają się ucieczki z domu, wypad na gigant, czy pójście w ślady rodziców z którymi się nie dało wytrzymać. Gdy kobieta i mężczyzna decydują się na założenie rodziny, przejmują pełną odpowiedzialność za swoje zachowanie, ważne decyzje podejmowane niekiedy każdego dnia, mają przekazać następnemu pokoleniu tradycję, kulturę, uczyć codziennego zachowania się jako człowieka, żyjącego w normalnym społeczeństwie. I w takim samym stopniu dzieci reagują na rozłam w rodzinie. Aktualnie coraz częściej słyszy się o rosnącej liczbie rozwodów. Tym bardziej szokuje fakt, iż rozwody w prawie cywilnym są udzielane nie po roku czy dwóch wspólnego bycia ze sobą, ale po dwudziestu do trzydziestu latach małżeństwa. Każdy normalny, myślący człowiek, powinien zastanowić się nad każdą swoją decyzją w życiu, czasami nawet na każdym krokiem, zdawać sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów, zawsze i ponad wszystko stawiać sobie rodziną przed sobą samym. Bo tylko normalna rodzina jest pewnym gwarantem szczęścia w życiu. A zdrowa, normalna i szczęśliwa rodzina jest podstawowym budulcem normalnego społeczeństwa.

Planuję cykl notek jak powyżej, jeśli kogoś zainteresowałem, zapraszam ponownie.

Hasło: „Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień!”
2009.06.12 15:36
Ile setek dni minęło od kiedy poznaliśmy się
W blasku neonowych lamp
W pomruku tysiąca głośnych
Lecz los wywiał nas na brzegi różnych światów dwóch
I choć minęło tyle lat to w pamięci wciąż się tli
Widok najpiękniejszych rosłych drzew
I strzelistych, stromych gór
Morza niespełnionych marzeń łez
Żalu co spędza sen
Że też los tak chciał
Myląc przeznaczenia drzwi
Wołając o najwspanialsze sny
Z zakątków gdzie czuć źródła smak
Dziś błękit nieba przypomina mi
Źrenic kolor, które raz za dużo widziały mnie...
Inny wieje już wiatr
Z nowych gór patrzę na Świat
Z polnych kwiatów motyle zbierają pył
Śpiewem skrzydeł chwytają dzień
I koszmarne rozpędzają sny
Oby los już nigdy nie pomylił się
Pamięć i rozum odbierając mi
Co było a co nie
Gdy imię pomyliło mi się
A więc jeszcze raz
Niech zabrzmi marzeń pieśń
Do wysokich, pięknych drzew
Niech dojdzie i ten śpiew...


Hasło: „System Eliminacji Studentów Jest Aktywny – skrót SESJA”.
2009.05.03 21:58
Od jutra kolejny sezon na matury! Już od kilku miesięcy spędza to słowo sen z powiek tych, którzy od jutra zaczną zmagać się z kilkoma białymi kartkami, zapisanymi czarnym drukiem. Na szczęście ja mam już to za sobą :D Jednak co roku temat będzie aktualny. Jest to teks szczególnie dla tych, którzy zaczynają pisać od jutra. Po pierwsze: nie ma się czego bać (jak się przynajmniej troszkę uczyło), bo strach ma wielkie oczy. Ja najbardziej obawiałem się języka polskiego. Niezbyt udawało mi się czytanie lektur, ale miałem takie szczęście, że akurat był temat z „Lalki”. 400 stron przeczytanej książki (2/3 całości) wystarczyło, aby napisać maturę na 70%. Zawsze polonistka nam powtarzała: „Może być „Lalka”, to radzę przeczytać”. Jak zobaczyłem, że na próbnej był tekst do opracowania z tej książki, zmartwiłem się. Jednak miałem to szczęście, że akurat wszystko poszło po mojej myśli. Nie przepadałem za 20leciem międzywojennym, nie każda pozycja podobała mi się z Młodej Polski – tych lektur nie czytałem. Dla mnie przemawiały bardziej wcześniejsze epoki: Romantyzm, Oświecenie, Pozytywizm (ten już nie cały). Do dziś pamiętam niektóre fragmenty „Fausta”, „Dziadów”, itd. Najlepsze było to że tekst czytania ze zrozumieniem był o blogach – kolega Rajfus przed maturą mówił: „Alex, a co jak będzie analiza wiersza z Twojego bloga?”. I gdyby komisja wpadła na takowy pomysł śmiałbym sądzić, że naprawdę można się spodziewać wszystkiego. Pisząc maturę z polskiego, szczególnie podczas wypracowania z „Lalki”, zdarzało mi się myśleć o sensie całej książki, o tym że nie zawsze spełni się każde marzenie, nawet chodź byśmy jak Wokulski, cały Świat postawili do góry nogami. I przypominały mi się „obrazy dni wesołych”, wtedy myślałem: „Teraz to ten moment, na który składają się przygody z trzech lat. Niektóre losy mogły się potoczyć inaczej, no ale na to już wpływu nie mamy. Pomimo niepowodzeń wiedziałem, że może (heh... też że mogło) być inaczej, i choć takiemu Wokulskiemu się nie udało, to czemu mi miało by się nie udać?! Z jakie racji?! Potem był angielski, którzy przeszedł bez większych incydentów. Gdy na kilka dni po dwóch pisemnych egzaminach z języków, otworzyłem „Tymbarka” pod którym był napis: „Reszta to pikuś”, dopowiedziałem sobie: „Oby!” Po egzaminie z matematyki spotkałem matematyczkę wraz z grupą moich kumpli z klasy i gdy powiedziałem swoją na temat tego egzaminu z matmy usłyszałem: „Poczekamy do wyników”. To mnie troszkę zbulwersowało, ale już we wrześniu matematyczka zrehabilitowała się hasłem: „Słyszałam Michale, słyszałam!” mówiąc to zanim mogłem wypowiedzieć choć słowo!

Dla Was maturzyści! Jutro pisać spokojnie i powoli, ja będę trzymał kciuki. Pomyśleć sobie o czymś przyjemnym i nie stresować się – wiem mi lekko mówić, ale każdy to przejść musi. Radzę pomyśleć sobie o tym, co się najbardziej nie udało i powiedzieć sobie: „Na pewno nie tym razem!”

 
Hasło: „Dobra motywacja, dobrym motorem do działania.”
2009.04.12 15:22
Niech w święto radosne Paschalnej Ofiary
składają jej wierni uwielbień swych dary.
Odkupił swe owce Baranek bez skazy,
pojednał nas z Ojcem i zmył grzechów zmazy.

Śmierć zwarła się z życiem i w boju, o dziwy,
choć poległ Wódz życia, króluje dziś żywy.
Maryjo, Ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.

Żywego już Pana widziałam grób pusty
i świadków anielskich, i odzież, i chusty.
Zmartwychwstał już Chrystus, Pan mój i nadzieja,
a miejscem spotkania będzie Galilea.

Wiemy, żeś zmartwychwstał, że ten cud prawdziwy,
o Królu Zwycięzco, bądź nam miłościwy.



To właśnie dziś przypada najważniejsze Święto w roku liturgicznym – Zmartwychwstanie. Po uroczystym śniadaniu, spotykamy się na Mszy Świętej podczas której, przed Ewangelią, odśpiewana jest powyższa Aklamacja, która w skrócie przypomina nam o istocie dzisiejszego Święta. Podczas Wielkiego Postu każdy z nas miał okazję, aby zastanowić się nad swoim życiem, nad ludźmi, przez chwilę pomyśleć o otaczającym Świecie. Ale czy każdy skorzystał z tej możliwości? Ile razy żalimy się na innych, denerwuje nas zachowanie innego człowieka? Ale czy wtedy pomyśleliśmy o sobie? Jakie jest moje zachowanie względem drugiego człowieka, czy może komuś nie sprawia to przykrości, czy zawsze jestem świadom konsekwencji swoich czynów? Gdy będzie się dobrym dla ludzi, Świat stanie się piękniejszym. Czasami, patrząc na piękno życia, na bujną przyrodę, na dobrych ludzi, myslę sobie: „Po co niszczyć tak piękny Świat? Dlaczego inni nie potrafią tego poszanować?”. Kilka dni temu spotkałem człowieka, który skarżył się, że od stycznia jego pracodawca nie wypłacił mu należytych pieniędzy za wykonaną pracę – czy tak postępuje CZŁOWIEK? Takich i innych przykładów można by tu przytoczyć setki. Co przyjdzie z dóbr materialnych aktualnego Świata po śmierci? Przecież nikt nic ze sobą nie zabrał na tamten świat. Więc skoro można inaczej postępować w tej ziemskiej wędrówce to warto się zastanowić nad swoim życiem. Spróbować zmieniać Świat ku dobremu. Spróbować być po prosty dobrym CZŁOWIEKIEM! Sam wiem jakie to trudne, ale warto żyć w pokoju z Bogiem i ludźmi.

Hasło: „Wesołego Alleluja!”
2009.03.12 21:58
I znów naszła mnie chęć napisania kilku słów. Pewnego razu, wychodząc z księgarni na Mikołowskim Rynku, zobaczyłem (zamieszczony obok) pejzaż – dom z połową dachu, z chmurami prześwitującymi od zdemontowanej połowy. Chciałbym, abyście zwrócili uwagę na kolory wypełniając niebo – biel, lazurowy błękit, który kojarzy się z przejrzystym oceanem, niebieski standardowy oraz kolory ciemne. Istna kompozycja barw! Gdybyśmy chcieli znaleźć możliwość interpretacji zamieszczonego obok zdjęcia, na pewno nie skończyłoby się na jednym pomyśle. Każdy odnalazłby coś, co typowo pasowałoby do indywidualnych preferencji. To już zostawiam Czytelnikowi. I ja mam swoją interpretację – dziwnym zbiegiem okoliczności, większość przygód opiera się o tą okolicę. Bywało różnie - jak to w życiu – zwyczajna „sinusoida sukcesów przeplatanych niepowodzeniami”. Po wyprostowaniu wykresu, kształtuje się linia prosta uplasowana na pewnym, indywidualnie określanym poziomie. Wszystko byłoby proste i dziś nie mielibyśmy się nad czym zastanawiać, gdyby nie różnorodność w określaniu tego poziomu, jego charakterystyki, współrzędnych odniesienia i innych czynników. Np. skupiając uwagę na ciemnych chmurach, można wcale nie zauważyć piękna kawałka błękitu, który rozjaśnia znaczny obszar, nadając piękno całej fotografii. W naszym życiu jest dokładnie tak samo. Dlaczego większość skupia się na szarej stronie życia, a przecież jest tyle piękna wokół nas. I nigdy nie wiadomo, kiedy na nowo będzie się można o tym przekonać i utwierdzić, że słowa padające w utworze „What a wonderful world” Louisa Armstronga znajdują odzwierciedlenie na Rynku w Mikołowie, a nawet w autobusie linii 33 ;), czy mecze tenisa stołowego, rozgrywane z wiadomym wynikiem końcowym. Trzeba dostrzegać piękno życia w każdej najmniejszej chwili. I czasem chciało by się powiedzieć: „Mogło być inaczej...”, iść czasem pół minuty później lub dwie wcześniej, to jednak co to zmieni? „Nie zatrzymasz biegu fal, nic skargi nie pomogą, daremne żale, próżny trud – Świat pójdzie swoją drogą!”. Zostaje tylko starać się, aby poziom po zsumowaniu „sinusoidy sukcesów i niepowodzeń” był zadowalający!

ps. Co do hasła... Rajfus sugeruję unikać polemizowania z hasłem notki ;P

Hasło: „Nawet w środku zimy czasem bywa wiosna.”

chyba się rozpisałem... ;) 2009.02.20 20:32
Przez ostatni tydzień, po przyjechaniu z uczelni, musiałem pozbywać się śniegu, który napadał przez wcześniejszą noc. I tak w kółko, dzień w dzień. Gdybym powiedział sobie: „Czy to ma sens odgarniać, skoro i tak znów napada i cała praca pójdzie na marne?” to prawdopodobnie rzuciłbym łopatą w kąt, poszedłbym dołożyć węgla do pieca, po czym zamelinowałbym się w ciepłym pokoju. Jednak tak nie uczyniłem, b zdawałem sobie wprawę z konsekwencji – gdybym nie odśnieżał, ciągle przybywało by białego puchu, który stałby się bardzo uciążliwy gdy zalega w ogromnych ilościach na ganku, czy wjeździe na plac. Codziennie pracując z łopatą w ręku odrzucałem tylko 5 cm warstwę śniegu, prawie się przy tym nie męcząc. Lepiej odrzucić 5cm niż 30 cm lub więcej. Gdy teraz spoglądam za okno i widzę że po odśnieżaniu przed kilku godzin nie ma efektu to jednak wiem, że ta praca nie poszła na marne – czyli ma to sens! „A jednak!” – można by powiedzieć. Tak jak w codziennym życiu. Czasem nie zdajemy sobie sprawę z tego co robimy. Najmniejsze decyzje mają czasem kolosalne znaczenie. I tu otwiera się dość dłuższy wywód na temat subkultury, która zaczyna być popularna – niestety. Mam na myśli prąd EMO – ludzi, którzy nie widzą sensu w żadnym swoim działaniu (gdyż do tego się sprowadzają główne założenia tego światowego poglądu). To chyba największa bzdura jaką słyszałem do tej pory. Ja, jako normalny człowiek, myślący logicznie i nie sprzeczający się, bez wnikliwej analizy danego tematu, z danym zagadnieniem mogę wywnioskować, że ludzie, którzy uważają się za EMO kumulują wszystkie swe słabości pod przykrywką kilku gadżetów, innego stylu ubierania się, oraz np. słuchanej muzyki. Nikt z nas w życiu nie ma lekko, no może jacyś królowie, albo coś w ten deseń. Każdy z nas ma swoje słabości, problemy, ale w przeciwieństwie do powyższej subkultury, staramy się walczyć z przeciwnościami losu. Niektórym się to udaje, w różnym stopniu powodzenia z przedziału od 0% do 100%. Nigdy nie można się poddawać. A tym bardziej nawet spróbować pomyśleć że nie ma sensu na dowolnej płaszczyźnie dowolnego zagadnienia. Sensu możemy nie doszukać się jedynie w opisie przygody mitycznego bohatera Syzyfa i jego wysiłków z kamieniem. Jednakże można by się sprzeczać, możemy tutaj polemizować na ten temat, ale zostawmy to filozofom, małym lub dużym, aby nad czymś mogli pomyśleć. Tym, którzy lubią takie emo’wskie klimaty polecam inaczej spojrzeć na świat – przejść się po lesistych zboczach polskich gór, poczuć jaką woń niesie wiatr halny, wtopić wzrok w bałwany morskich fal nad brzegiem Bałtyku, przejść się ze znajomymi na spacer lub po prostu uśmiechnąć się i zrozumieć, że to jednak ma sens. Bo naprawdę nie wolno tak myśleć – ludzie na Ziemi, w XXI wieku, umierają choćby z powodu braku wody. BRAKU WODY! Wody której my mamy pod dostatkiem. Tu się można załamać. A Ci ludzie walczą i nawet w takiej sytuacji potrafią cieszyć się z każdego dnia. Dnia spędzonego na planecie, gdzie zawsze można odnaleźć sens.


Hasło: „Z drugiej strony tych snów wszystko lepszy ma smak!”

<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
Coś o Autorze
michalmikolow
Mikołów
Słówko o mnie
Nazywam się Michał. Jestem jednym z ludzi, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. Myślę że nie ma ograniczeń fizycznych. Są tylko bariery, które należy łamać.
Zobacz mój profil
Statystyki
Ludzie, którzy przynajmniej raz tu byli:
 
45149
Ludzie odważni, którzy coś skomentowali:
 
3682
Ludzie, którzy ślad po sobie, w Gości Księdze, zostawili:
 
102
Zawsze możesz kliknąć - to nic nie kosztuje ;)
Aktualna liczba głosów:
 
1154
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
7969
Archiwum
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2006
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Zobacz serwisy INTERIA.PL